Rejestracja i logowanie

Płocczanka poznała Państwo Środka od środka

Sport 01-12-2017 Autor: Michał Michalak Foto: profil facebookowy UKS Fu Hok Kuen Płock.
0

Jeszcze rok temu wyjazd do Chin był tylko jej marzeniem, ale teraz może już myśleć, że marzenia się spełniają. Emilia Rychlewska, zawodniczka Uczniowskiego Klubu Sportowego Fu Hok Kuen Płock, wróciła niedawno z mistrzostw świata w kung fu w Chinach i wie już, że to była podróż jej życia.

14-latka przywiozła z zawodów rozgrywanych w Emeishan dwa medale: srebrny - wywalczony w tradycyjnych formach ręcznych, i brązowy - wywalczony w formie z szablą, będąc jedną z ponad 3 tys. uczestników z 57 krajów z całego świata.

 

- Formy to specjalnie układane występy złożone z sekwencji ruchów, w których musimy pokazać przede wszystkim ducha walki, przeciwnika, siłę i przyswojone techniki - tłumaczy płocczanka. - Na co dzień ćwiczę też inne konkurencje, ale w tych dwóch czuję się najlepiej, a do tego taki wybór sugerowali mi trenerzy kadry narodowej. Muszę przyznać, że zawody były perfekcyjnie zorganizowane: towarzyszyła im piękna oprawa, na każdym kroku pomocą służyli chińscy wolontariusze, więc my mogliśmy się skupić tylko na tym, by jak najlepiej przygotować się do imprezy; miałam na to dokładnie 3 dni, bo dotarliśmy na miejsce trochę wcześniej, by nie mieć problemów z aklimatyzacją.

 

 

Emeishan to małe miasteczko, ale położone wśród czterech najświętszych gór buddyzmu. Nie brakuje tam jednak sportowych hal, a trenujący wushu rywalizowali w największej z nich.

 

- Była ona podzielona na 3 części: rozgrzewkową oraz przeznaczoną dla chińskich i pozostałych zawodników. Zainteresowanie zawodami nie było duże, bo na trybunach dominowali sami uczestnicy, ale i tak było bardzo przyjemnie. Im bliżej występu, tym bardziej się denerwowałam, bo trudno jest zaprezentować to, czego się nauczyłam przez ostatnie 10 lat, w ciągu ledwie kilku minut. W dobrą porę udało mi się jednak opanować stres, bo, po pierwsze, byłam dobrze przygotowana do mistrzostwa; po drugie, wiele wsparcia okazali mi wszyscy bliscy: trenerzy, rodzina, przyjaciele, znajomi. Poza medalami dodatkowej satysfakcji dostarczyła mi ocena trenerów, bo główny szkoleniowiec reprezentacji Robert Maślanka powiedział, że forma z szablą z Emeishan była jak do tej pory najlepszą w moim wykonaniu - dodaje Rychlewska.

 

 

Wyjazd do tak egzotycznego kraju, jak Chiny, był dla tak młodej zawodniczki dużym przeżyciem nie tylko od strony czysto sportowej.

 

- Byłam bardzo podekscytowana wyjazdem i zanim wyjechaliśmy, zapoznałam się z najważniejszymi informacjami na temat Państwa Środka, by mieć choć minimalną wiedzę na temat panujących tam zwyczajów itp. Po powrocie mogę powiedzieć, że to zupełnie inny świat, tak bardzo różniący się od Polski, że trudno jest to nawet porównywać. Z takich prozaicznych rzeczy moja uwagę zwrócił osobliwie zorganizowane ruch uliczny, bo mimo że kierowcy nie przestrzegali zasad poruszania się po drogach, zresztą podobnie jak piesi po chodnikach, to nie było żadnego chaosu i wszystko odbywało się sprawnie. Oprócz Emeishan miałam również okazję zwiedzić Chengdu i mimo że poruszaliśmy się tam w naszych osobistych ubraniach, to Chińczycy często nas zagadywali i robili sobie z nami zdjęcia, ewentualnie machali, uśmiechając się, z oddali. Byli bardzo życzliwie nastawieni, a jak dowiadywali się, że trenujemy kung-fu i przejechaliśmy z tak daleka, to nie ukrywali entuzjazmu. Ta wyprawa dużo we mnie zmieniła, bo wiem, że to podróż mojego życia. Myślę, że teraz będę trochę inaczej patrzeć na to, co mnie otacza, i to zarówno z perspektywy sportowca, jak i osobistej. Nawet jak zwiedzałam górę Emaishan, wchodząc na taki duży plac, to pomyślałam sobie: kurde, jaki ten świat jest duży. Nie wiem, co przyniesie przyszłość, ale jestem niesamowicie szczęśliwa, że mogłam odwiedzić Chiny. To dla mnie niezwykle cenne i inspirujące doświadczenie i naprawdę trudno mi opisać słowami to, co tam przeżyłam.

 

 

Z sukcesu Rychlewskiej cieszy się także Zbigniew Błaszczak, prezes i trener Fu Hok Kuen.

 

- Na przykładzie Emilii widać, że warto realizować swoje marzenia - mówi. - Jej wynik robi o tyle większe wrażenie, że jest ona naszą najmłodszą zawodniczką. Co więcej, reprezentujący Polski Związek Wushu Jacek Świątkowski, mój trener, powiedział mi, że był zachwycony występem Emilii, tym, jak robiła formy, więc myślę, że zaprezentowała się ze swojej najlepszej strony.

 

 

Co ciekawe, przygotowania nastolatki do mistrzostw wcale nie miały jakiegoś wyjątkowego charakteru.

 

- Przy tradycyjnych sztukach walki nie stosuje się żadnych mikro- czy makrocykli, nie ma też np. okresu roztrenowania. Każde zajęcia prowadzą do doskonalenia samego siebie, a najwyżej 2-3 miesiące przed imprezą docelową niektórym wykonywanym elementom można nadać pewien sznyt. Przez chwilę zastanawialiśmy się nawet, czy Emilia nie jest za młoda na taką wyprawę, ale skoro utoworzono kategorię wiekową 12-17 lat, to uznaliśmy, że powinna spróbować. Myślę, że na jej korzyść świadczy też to, że na co dzień trenuje z dużo starszymi zawodnikami, a nie każdy jest w stanie wykazać się w takich okolicznościach dojrzałością. Gdy przychodziła do nas z grupy dzieci, mieliśmy trochę obaw, czy sobie z tym poradzi, ale po czasie okazało się, że preferowana w tym gronie dycyplina i pewna świadomość w dążeniu do wyznaczonego sobie celu tylko jej pomogły - kończy Błaszczak.

komentarze (0)
Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze komentarzy do tego artykułu

dodaj komentarz
Czytaj także
<-- -->