Rejestracja i logowanie

Jest przełamanie - Mon-Pol wraca na ścieżkę zwycięstw

Sport 10-12-2017 Autor: Michał Michalak Foto: profil facebookowy Mon-Polu Płock.
0
Jest przełamanie - Mon-Pol wraca na ścieżkę zwycięstw

W meczu 11. kolejki grupy A I ligi płockie koszykarki pokonały u siebie MPKK Sokołów SA Sokołów Podlaski 60:59 (10:15, 23:17, 17:14, 10:13). To pierwsze zwycięstwo podopiecznych Ireneusza Jasińskiego po dwóch porażkach z rzędu, które pozwala im utrzymać kontakt z ligową czołówką i zachować bezpieczną przewagę nad zespołami z miejsc 6-9.

Początek meczu należał do przyjezdnych, który grały dużo spokojniej, wykorzystując luki w obronie strefowej gospodyń. W szeregach płocczanek widać było większą nerwowość, która skutkowała prostymi stratami. Do tego znowu wiele do życzenia pozostawiała skuteczność w rzutach za 3, a sokołowianki nie pozwalały na grę bliżej swojego kosza; z tego powodu słabiej niż zwykle zagrała mocno naciskana Grażyna Witkoś, a problemy ze skutecznością miała także Agnieszka Misiek. Środkowa część drugiej kwarty to najsłabszy fragment gry Mon-Polu, bo po kilku chwilach MPPK wyszło na prowadzenie 32:19. Trener Jasiński co i rusz rugał swoje zawodniczki za chaotyczną postawę w defensywie i ofensywie, ale wydatną zmianę w ich grze dało się zauważyć dopiero po 2. przerwie na żądanie. Po powrocie na boisko płocczanki zaczęły utrudniać rywalkom wyprowadzenie piłki już na ich połowie, a do tego były bardziej aktywne pod koszem przeciwniczek, w czym duża zasługa Natalii Tyczkowskiej, która wniosła na parkiet sporo ożywienia. Po niesamowitej pogoni Mon-Pol wyszedł na prowadzenie 33:32 i z podobnym animuszem rozpoczął 3. “ćwiartkę”, zdobywając 7 kolejnych punktów i nie tracąc ani jednego. Mimo nieskutecznej gry swoich koszykarek czasu nie brał trener przyjezdnych Karol Krakowski, i miał rację - pod koniec kwarty zawodniczki z Sokołowa Podlaskiego odrobiły straty, głównie za sprawą Agaty Ostrowskiej i Magdaleny Szkop, doprowadzając do remisu po 46. Ostatnie słowo należało jednak gospodyń, które dzięki Kindze Dzierbickiej (skuteczny rzut, a następnie przechwyt) znowu wyszły na czoło. Początek ostatniej odsłony to kontynuacja dobrej postawy Tyczkowskiej i Lucyny Kotonowicz - doświadczona zawodniczka od początku meczu sprawiała najlepsze wrażenie wśród płocczanek, grając mądrze w ataku i agresywnie w obronie, a w całym spotkaniu zanotowała aż 21 punktów przy skuteczności ponad 64 procent. Od stanu 54:46 dla Mon-Polu w jego grze znowu coś się zacięło, co skwapliwie wykorzystały przyjezdne - najpierw drugą “trójkę” w meczu trafiła Martyna Stasiuk, a następne 4 “oczka” dołożyły do spółki Ewelina Jackowska i Szkop. W ostatnich minutach wydarzeniami na parkiecie rządziły głównie emocje, bo obie ekipy na zmianę pudłowały. Nerwy szybciej opanowały gospodynie, które wyszły na prowadzenie 58:53. Sokołowianki nie miały jednak zamiaru odpuszczać i niespełna 45 sekund przed końcem przegrywały już tylko 59:60. Mimo że swój rzut spudłowała Witkoś, to przyjezdne również nie były w stanie odpowiedzieć, dzięki czemu 2 punkty zostały w Płocku.

 

- Popełniliśmy bardzo dużo błędów, bardzo dużo strat, ale przynajmniej wygraliśmy - mówi trener Mon-Polu Ireneusz Jasiński. - Poza II kwartą, gdzie udało nam się dogonić rywalki dzięki naszej konsekwentnej postawie w ataku, i może jeszcze początkiem kolejnej odsłony, gdy zmieniliśmy obronę, nie mogę być zadowolony. Z pozytywnych rzeczy chciałbym podkreślić udane wejście Natalii Tyczkowksiej, która dała nam taki impuls w ofensywie, i że w końcu przałamaliśmy się z wykonywaniem rzutów wolnych o tablicę, choć stało się to dopiero po mojej ostrej reprymendzie. Wiem, że dziewczyny bardzo się denerwowały przed tym spotkaniem, co było zresztą widać w szatni, ale mimo tego zwycięstwa czeka nas dalej trudna walka, bo w tabeli panuje niesamowity ścisk.

 

- Wygrałyśmy, bo nasz trener był dzisiaj naszym 6. zawodnikiem, korygując na bieżąco nasze ustawienie - mówi silna skrzydłowa Natalia Tyczkowska. - Niepotrzebnie pozwoliłyśmy na to, by do naszej gry wkradło się tyle nerwów, bo te ostatnie porażki trochę zachwiały naszą pewnością siebie, a my musimy ją teraz odbudować, wrócić do tego, co prezentowałyśmy na początku sezonu. Jeśli chodzi o rzuty wolne, to ich wykonywanie o tablicę nie jest dla nas żadną barierą nie do przeskoczenia, ale po prostu stres powoduje, że czasem zapominamy, że powinnyśmy je wykonywać tak, a nie inaczej. Dzięki tej wygranej na pewno “łapiemy oddech” i myślę, że nie pozostaje nam nic innego, jak wygrać najbliższy mecz z SMS-em II Łomianki, i ze spokojem jechać do rodzin na święta.

 

 

Mon-Pol: Pytlarczyk 9, Kotonowicz 21, Kaczor, Misiek 5, Witkoś 6 oraz Plucińska 1, Tyczkowska 12, Dzierbicka 6.

komentarze (0)
Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze komentarzy do tego artykułu

dodaj komentarz
Czytaj także
<-- -->