Rejestracja i logowanie

Wszystkie drogi prowadzą do Mustangs

Sport 08-12-2017 Autor: Michał Michalak Foto: Michał Michalak.
0
Wszystkie drogi prowadzą do Mustangs

Piłka ręczna, judo, pływanie - te i inne dyscypliny uprawiali futboliści amerykańscy z Płocka, zanim na dobre dołączyli do ekipy “Mustangów”. Jednym pomaga to zatrzymywać rywali, innym w ogóle się nie przydaje, ale grunt, że żaden z nich nie żałuje decyzji o założeniu na głowę kasku i bieganiu do upadłego.

W stolicy piłki ręcznej niewiele potrzeba, by zacząć swoją przygodę ze sportem właśnie od szczypiorniaka - tak wyglądały początki running backa Cezarego Tarkowskiego.

 

- Gdy byłem w 4. klasie szkoły podstawowej, nakłonił mnie do tego tata, który sam jest wielkim kibicem piłki ręcznej - opowiada. - Do tego momentu prowadziłem raczej stacjonarny tryb życia, spędzając większość czasu przed komputerem. Na początku szło mi całkiem nieźle, bo należałem do wyróżniajacych się zawodników szkolnej drużyny, grając jako kołowy. Nie osiągałem jednak żadnych większych sukcesów, a gdy zacząłem naukę w gimnazjum, to jeden z trenerów, u którego chciałem kontynuować treningi szczypiorniaka, powiedział, że nie mam szans, by przebić się w tym sporcie. Na początku byłem tym trochę przybity, ale szybko doszedłem do siebie. W każdym razie, nie licząc wyjść z kolegami na dwór i jakichś zajęć we własnym zakresie, znowu nie miałem co ze sobą zrobić, co trwało aż do 3. klasy - wtedy to jeden z moich znajomych zaproponował, że powinienem spróbować swoich sił w futbolu amerykańskim, i za chwilę byłem już w drodze na pierwszy trening. To, co mnie zaskoczyło, to fakt, że wszyscy przyjęli mnie bardzo ciepło, chociaż w ogóle mnie znali, bo generalnie myślę, że taka unikalna atmosfera to coś, co wyróżnia Mustangs spośród innych drużyn.

 

 

16-latek szybko wpadł w oko trenerowi Pawłowi Kęsemu, który zaprosił go na kolejne treningi. Tarkowski robił z biegiem czasu coraz większe postępy, a obecny sezon zakończył już jako podstawowy zawodnik zespołu, który zdobył wicemistrzostwo Polski do lat 17.

 

- Jak trafiłem do “Mustangów”, to ważyłem ok. 80 kg, a teraz doszło mi kolejne 10, ale dzięki zajęciom z Pawłem przerobiłem to wszystko na mięśnie. To on przygotowuje mi cały plan ćwiczeń, a ja jestem tylko taką “maszyną”, która to wszystko wykonuje.

 

 

Kolejnego gracza nie trzeba było nakłaniać do aktywności fizycznej - wręcz przeciwnie.

 

- Sport towarzyszy mi, odkąd pamiętam - wyjaśnia linebacker Igor Gierski. - Już jak byłem mały, to latałem z kolegami po osiedlu, grając przeważnie w piłkę nożną. Jak miałem 11 lat, zainteresowałem się judo, które trenował mój młodszy kuzyn. Zapisałem się do klubu Eljot i szybko mi się spodobało, zwłaszcza że wygrywałem dużo walk i z każdych zawodów przywoziłem jakiś medal. W 2013 r. poczułem jednak, że to nie jest to, i dałem sobie spokój. Rok później rozpoczałem naukę w gimnazjum nr 5, gdzie następnie wziąłem udział w pokazowym treningu Mustangs; nie zwlekając, zgłosiłem się na rekrutację do zespołu. Pamiętam, że było nas ponad 60, z czego została garstka, a ja zaczynałem jako biegacz (running back). Po pewnym czasie poprosiłem jednak Pawła Kęsego, by zmienił mi pozycję, na której dobrze czuję się do tej pory. Biorąc pod uwagę, że jestem zawodnikiem linii obrony, po ogólnorozwojowych treningach judo jest mi może trochę łatwiej powalić rywala itp. Podobnie jak Czarek trening typowo siłowy rozpocząłem jednak dopiero pod okiem Pawła.

 

 

Z kolei wide receiver Mateusz Dobies, również członek srebrnej drużyny do lat 17, zaczynał od pływania.

 

- Na początku chodziłem na basen tylko po to, by w ogóle nauczyć się pływać, a po pewnym czasie jeden z prowadzących zajęcia powiedział, że radzę sobie na tyle dobrze, że powinienem trenować regularnie. Wyniki przyszły dosyć szybko i muszę przyznać, że się w to wszystko “wkręciłem”, do tego stopnia, że myślałem nawet, jak powiązać z tym swoją przyszłość. Pływałem przez 3 lata, od IV do VI klasy podstawówki, po czym zanotowałem duży regres: zacząłem odstawać od rówieśników, a i same rezultaty nie były zadowalające. Szczerze mówiąc, miałem problem, żeby się z tym oswoić, bo bardzo to lubiłem i nie potrafiłem pogodzić się z myślą, że jestem po prostu słaby. Na szczęście w pierwszej klasie gimnazjum trafiłem do pana Marka Stasiaka, gdzie treningi były naprawdę “konkretne”. Moja radość nie trwała jedak zbyt długo, bo pewnym czasie znowu poczułem, że coś jest nie tak, a do tego zdiagnozowano u mnie niedoczynność tarczycy. Biorąc pod uwagę, że miałem dwa treningi dziennie: o 6 i o 16, przez co wracałem do domu bardzo zmęczony, ostatecznie rzuciłem pływanie w marcu 2015 r. Słyszałem już wtedy o “Mustangach”, bo razem z Igorem Gierskim chodziliśmy do jednej klasy, ale powiem szczerze, że futbol amerykański nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia, raczej wydawał mi się dość dziwny. Igor namówił mnie jednak, żeby przyszedł na zajęcia, i z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że cieszę się, że mu zaufałem. Od początku rzuciła mi się w oczy świetna atmosfera, zupełnie inna niż w pozostałych grupach, w których przebywałem. Mimo to pierwsze tygodnie były dosyć trudne, bo fizycznie nie byłem przygotowany na taki wysiłek, więc zagrałem w ledwie jednym meczu. W kolejnym roku postanowiłem jednak, że muszę temu wszystko podporządkować: zacząłem chodzić na siłownię, trenowałem indywidualnie z naszymi rozgrywającymi, i efekty same przyszły.

 

 

Niezależnie od tego, jak potoczy się dalsza kariera Dobiesa, będzie on długo wspominał sytuację z tegorocznego finału mistrzostw Polski do lat 17: gdyby nie nadępnął linii w ostatniej akcj meczu, Mustangs zdobyliby złoto.

 

- Była sekunda do końca, a moje serce serce waliło niesamowicie, do tego doszło zmęczenie. Paweł wziął czas i rozrysował nam całą akcję - zrobiliśmy wszystko tak, jak trzeba, ja pobiegłem ścieżką “go” i dostałem piłkę od rozgrywającego, ale po jej złapaniu za bardzo mnie obróciło i widziałem kątem oka, jak przekraczam linię; miałem jeszcze nadzieję, że nie zauważył tego sędzia, ale niestety... Mimo to wiem jedno: nigdy nie będę żałował przyjścia do “Mustangów”.

 

 

Niektórzy nie musieli się sami zgłaszać na trening, bo mogli liczyć na łut szczęścia - tak było z rozgrywającym Kacprem Bogdańskim.

 

- Pamiętam, że przyjechałem na trening prosto z pracy i zobaczyłem na pobliskim Orliku grupę chłopaków kopiących piłkę, z których jeden wyróżniał się posturą, ale przy swoich warunkach fizycznych sprawnie się poruszał - wspomina trener futbolistów amerykańskich Paweł Kęsy. - Zaprosiłem go na nasz najbliższy trening, na którym nie mogłem ostatecznie być, ale na szczęście dostałem telefon, że jest tu taki jeden chłopak, który ze mną wcześniej rozmawiał, więc domyśliłem się, o kim mowa. W końcu ponownie się spotkaliśmy i pamiętam nawet, że 2 tygodnie po pierwszym trenigu ktoś mi doniósł, że jakiś zawodnik trenuje w kasku, całym sprzęcie, wykonując wszystkie zaordynowane ćwiczenia zupełnie sam - to był Kacper.

 

- Jeśli chodzi o koordynację, elementy techniczne treningu, to nie miałem większych problemów, żeby się dostosować, ale brakowało mi przygotowania siłowego - mówi sam zainteresowany. - Trener Dimos, który pomagał wtedy Pawłowi Kęsemu, spytał, gdzie chcę grać, na co odparłem, że w obronie, i tak zostałem defensywnym liniowym. W naszej drużynie cały czas brakowało jednak rozgrywającego, a że nikt nie kwapił się, by się tego podjąć, zgłosiłem się na ochotnika. Nie miałem jakichś szczególnych predyspozycji, by grać na tej pozycji ale po kilkunastu zajęciach Paweł powiedział, że jestem gotowy, by prowadzić grę juniorskich “8” i “11”. Od tego czasu sporo się nauczyłem, bo quarter back robi postępy w zasadzie z treningu na trening. Teraz wiem, jakie błędy popełniałem na początku, a za kilka miesiecy będę pewnie widział, co robię źle obecnie.

 

 

Mimo że do początku nowego sezonu futbolu amerykańskiego zostało jeszcze kilka miesięcy, Bogdański nie ma zamiaru bezczynnie na to czekać.

 

- Zapisałem się na boks do klubu Gedeon - kontynuuje. - Interesowałem się tą dyscypliną już wcześniej, a że nadarzyła się okazja, to pomyślałem, że spróbuję. Muszę przyznać, że już po pierwszych treningach jestem bardzo zadowolony i zostanę tu na pewno do momentu, gdy będę mógł ponownie dołączyć do Mustangs.

komentarze (0)
Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze komentarzy do tego artykułu

dodaj komentarz
Czytaj także
<-- -->