Rejestracja i logowanie

Dwie wieże Mon-Polu

Sport 02-12-2017 Autor: Michał Michalak Foto: Michał Michalak.
0
Dwie wieże Mon-Polu

Strefa podkoszowa w drużynie koszykarek podwójnie zabezpieczona. Od początku sezonu świetnie radzą tam sobie: silna skrzydłowa Agnieszka Misiek i środkowa Grażyna Witkoś. Ta pierwsza rzuca średnio ponad 11,5 pkt na mecz i zbiera z tablicy więcej niż 8 piłek, natomiast druga zdobywa prawie 12 “oczek” i ma tylko minimalnie niższą od koleżanki średnią zbiórek.

Misiek wystepuje w Płocku już drugi sezon, a do opuszczenia MKS-u Karkonosze Jelenia Góra na rzecz Mon-Polu namówiła ją Lucyna Kotonowicz.

 

- “Lucy” długo mnie przekonywała, argumentując, że powstaje tutaj fajny zespół, który stać na osiąganie dobrych wyników, a później otrzymałam z klubu atrakcyjną ofertę i ostatecznie na nią przystałam.

 

 

Nominalną pozycją Misiek jest tak naprawdę “3”, ale specyfika gry w I lidze powoduje, że częściej jest wykorzystywana bliżej obręczy.

 

- Jak zaczynałam grać w koszykówkę, byłam dużo niższa, a “wystrzeliłam” do góry dopiero w liceum. Najlepiej czuję się jako niska skrzydłowa, bo czasem lubię też wyciągnąć obrońcę na obwód i zagrać “jeden na jednego”. Fakt, że z biegiem czasu zostałam przestawiona na pozycję nr 4, wynika z tego, że w I lidze po prostu brakuje wysokich dziewczyn, więc mogę wypracować sobie nad nimi przewagę. Teraz zdarza mi się nawet grać jako środkowa, ale myślę, że jestem zawodniczką, która łączy cechy charakterystyczne dla “3” i “4”.

 

 

26-latka podkreśla, że tegoroczny sezon Mon-Polu upływa pod znakiem bardzo dobrej atmosfery panującej w szatni.

 

- Jest dużo uśmiechu, rozmów i miło spędzamy ze sobą czas, bo często spotykamy się także poza boiskiem. Mimo że w składzie jest teraz dużo młodych zawodniczek - tzn. wszystkie jesteśmy młode, ale niektóre są młodsze (śmiech) - to nie ma żadnej bariery między nimi a tymi bardziej doświadczonymi koszykarkami. To wpływa też na to, że łatwiej jest nam radzić sobie z porażkami, bo nie mamy do siebie nawzajem pretensji, tylko często padają słowa o jeszcze większej mobilizacji, zachęcaniu do walki.

 

 

Silna skrzydłowa spędza na parkiecie średnio najwięcej minut z całej drużyny (ponad, 30) ale nie jest to dla niej problem.

 

- Solidnie przepracowałyśmy przygotowania do sezonu, w tym obóz w Zakopanem, więc na razie wszystko jest ok. Poza tym mnie i Grażynę odciąża też “Tyczka” (Natalia Tyczowska - przyp. red.), która dostaje coraz więcej szans, więc myślę, że dam radę.

 

 

Dla wspomnianej Witkoś to natomiast debiutancki sezon w Płocku. Środkowa trafiła tu dla odmiany...za namową Kotonowicz, z którą występowała wcześniej w dwóch klubach: AZS-ie UMCS Lublin i SKK Siedlce, a w rozgrywkach 2011/2012 grała także w Ostrovii Ostrów Wielkopolski razem z Misiek.

 

- To na pewno miało znaczenie, choć znałam również kilka innych dziewczyn z obecnego składu, ceniąc ich umiejętności. Decyzja o transferze nie była trudna, bo występowałam już w wielu klubach, a często musiałam je zmieniać. Większość z nich była niestety oparta na bardzo młodych koszykarkach, co sprawiało, że trudno było nam walczyć o najwyższe cele, dlatego również i teraz szukałam zespołu z ambicjami. Jak do tej pory największą frajdę przyniosły mi występy w Lublinie, gdzie dostałam szansę gry w ekstraklasie. Swoją karierę zaczynałam natomiast we Wrocławiu, gdzie spędziłam 3 lata, ale koszykówka pojawiła się w moim życiu dosyć późno, bo miałam już wtedy 16 lat.

 

 

Po kilku miesiącach spedzonych w Płocku Witkoś nie ma wątpliwości odnośnie przenosin.

 

- Jestem bardzo zadowolona, wygrywamy sporo meczów, a do tego mamy bardzo urozmaicone treningi, które są dużo ciekawsze niż w moich poprzednich klubach. Niestety sport pochałania mnie do reszty, więc na razie nie miałam zbyt wiele czasu, by poznać miasto. Wiem natomiast, że chciałabym wziąć udział wprzyszłorocznej edycji festiwalu Audioriver.

 

 

Trener Mon-Polu Ireneusz Jasiński wyjaśnia, że obie zawodniczki spełniają ważne role w jego ekipie.

 

- Takich koszykarek, jak Grażyna, nie ma zbyt wielu, bo oprócz swojego wzrostu wyróżnia się też siłą i odpowiednią agresją w grze, a do tego dużo widzi, więc jest jeszcze w stanie odegrać piłkę na obwód. Agnieszka ma z kolei fajne “minięcie”, jest dynamiczna i dysponuje dobrą motoryką, a w porównaniu z poprzednim sezonem coraz lepiej odnajduje się w preferowanym przeze mnie stylu.

 

 

Szkoleniowiec płocczanek dodaje, że Witkoś znajdowała się na jego celowniku już od kilku sezonów.

 

- Wtedy była jeszcze dla nas nieosiągalna, choćby z tego względu, że występowała w ekstraklasie. Pamiętam natomiast, że już później w meczach przeciwko Mon-Polowi potrafiła zawsze całkowicie zdominować deskę, co chwila dziurawiła kosz i dosłownie “skakała nam po głowach”. Trochę inaczej było z Agnieszką, bo w poprzednich rozgrywkach nasza współpraca wyglądała różnie, ale przed sezonem odbyliśmy szczerą rozmowę i teraz jest dużo lepiej - myślę, że znaczą różnicę na plus w jej grze widać gołym okiem.

 

 

Najbliższy mecz w grupie A I ligi płocczanki rozegrają w środę 6 grudnia o 19.15 – ich rywalem na wyjeździe będzie Politechnika Gdańska.

komentarze (0)
Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze komentarzy do tego artykułu

dodaj komentarz
Czytaj także
<-- -->