Rejestracja i logowanie

Zasłużona porażka Mon-Polu

Sport 25-11-2017 Autor: Michał Michalak Foto: profil facebookowy Mon-Polu Płock.
0
Zasłużona porażka Mon-Polu

Płockie koszykarki przegrały w 9. kolejce grupy A I ligi z Panattoni Europe Liderem Pruszków 70:89 (17:21, 17:15, 20:27, 16:26). Mecz miał jednak bardziej wyrównany przebieg, niż wskazuje na to wynik, choć podopieczne Ireneusza Jasińskiego miały przede wszystkim problemy z własną grą, a nie z rywalkami.

Płocczanki rozpoczęły spotkanie bardzo nerwowo i po uływie niespełna minuty przegrywały 0:5, a chwilę poźniej - już 3:9 i 4:13. Przy ostatnim wyniku o przerwę poprosił trener Jasiński, co przyniosło dobre efekty: najpierw spod kosza trafiła środkowa Grażyna Witkoś, a kolejne 5 “oczek” dołożyła Lucyna Kotonowicz. Zryw gospodyń nie trwał jednak długo, bo przyjezdne znowu odskoczyły, łatwo radząc sobie z obrona strefową płocczanek. W złapaniu dobrego rytmu Mon-Polowi nie pomagała także wolna i statyczna gra w ataku, gdzie płockie koszykarki kończyły wiele akcji “na siłę”, nie mogąc sobie wypracować dobrych okazji do rzutu. Na szczęścia agresywna obrona pruszkowianek spowodowała, że przekroczyły one limit 4 fauli, dzięki czemu zawodniczki z Płocka mogły przynajmniej zdobywać punkty z linii rzutów wolnych. Pierwsza kwarta zakończyła się przy stanie 17:21, ale początek drugiej to okres lepszej gry płocczanek, w których szeregach bardzo aktywna była zwłaszcza Agnieszka Misiek. Zapędy podopiecznych Ireneusza Jasińskiego szybko ostudziła jednak Alicja Minczewska, która zdobyła w tej “ćwiartce” 11 punktów. W końcówce lepsza defensywa gospodyń pozwoliła im jeszcze na zmniejszenie strat i z prowadzenia Lidera 34:25 zrobiło się tylko 36:34.

 

Początek 3. odsłony znowu należał do płocczanek, które po 7 “oczkach”, na które złożyły się Kotonowicz i Justyna Pytlarczyk, wyszły na prowadzenie 42:39. W ich postawie ciągle było jednak dużo chaosu, co szybko wykorzystały pruszkowianki. Oprócz Minczewskiej ciężar gry wzięła na siebie superstrzelczyni gości Olivia Szumełda-Krzycka, dzięki czemu lider osiągnął najwyższe w meczu, 11-punktowe prowadzenie (58:47). Przyjezdne dodatkowo umiejętnie wykorzystały brak Witkoś, która odpoczywała na ławce, i coraz więcej akcji kierowały także przez pole 3 sekund, gdzie świetnie spisywała się rezerwowa Katarzyna Szyller (w całym spotkaniu 7/8 z gry). Czwarta kwarta rozpoczęła się przy prowadzeniu przyjezdnych 63:54, które utrzymywały, a następnie nawet powiększyły przewagę. Po “trójce” Szumełdy-Krzyckiej zrobiło się już 75:57 i trener Jasiński musiał zareagować, przerywając grę. Przyniosło to oczekiwany skutek, bo jego podopieczne odrobiły kilka punktów. Kto wie, jak potoczyłyby się dalsze losy spotkania, gdyby przy stanie 77:65 dla Lidera drogę do kosza znalazła “3” Kingi Dzierbickiej, jednak po rzucie rozgrywającej Mon-Polu piłka kilka razy zakręciła się wewnątrz obręczy i wypadła. Na dalsze zmniejszenie strat było już niestety za późno, a zbliżający się koniec spotkania potęgował jeszcze nerwową grę po stronie gospodyń, co powodowało proste błędy. Wygrywając 19 punktami, pruszkowianki pokazały, że są klasową drużyną, która może zdominować rywala zarówno w obronie, jak i w ataku. Podopieczne Jacka Rybczyńskiego były dużo bardziej regularne od płocczanek i zawsze miały sposób na wyjście z tarapatów. Gospodyniom brakowało natomiast spokoju i trochę boiskowego cwaniactwa, jak w 2. kwarcie, gdy nie potrafiły wymusić na przeciwniczkach 5. przewinienia, choć tamte grały z 4 faulami przez większą jej część.

 

- Nie było przede wszystkim ruchu, bo graliśmy wolno, a co za tym idzie: bez pomysłu, schematycznie - w negatywnym tego słowa znaczeniu - powiedział po meczu trener płocczanek Ireneusz Jasiński. - Przy dobrej obronie Pruszkowa nie byliśmy go w stanie tak naprawdę niczymkolwiek zaskoczyć; dziewczyny uparły się na jedną czy dwie zagrywki, które grały bez końca, a zupełnie nie było złamania tej monotonii, wprowadzenia czegoś nowego, bo przecież każda akcja daje przynajmniej kilkanaście możliwości. Nie mieliśmy dzisiaj zespołu, tylko indywidualności, a do tego pogrążyła nas Minczewska, która trafiła 7/10 za trzy, i to z dowolnej pozycji.

 

- Na pewno było to jedno z najważniejszych spotkań w tej rundzie, ale nie stanęłyśmy na wysokości zadania - dodała Lucyna Kotonowicz. - Być może przez to za bardzo chciałyśmy wygrać i nie potrafiłyśmy opanować emocji. Przytafiło nam się za to bardzo dużo błędów, bo, po pierwsze, słabo wyglądała nasza obrona strefowa, a po drugie, kompletnie nie funkcjonowały nasze zagrywki, przy których brakowało timingu. Jakby tego było mało, nie radziłyśmy sobie z wyprowadzaniem szybkiego ataku, który jest przecież jednym z naszych największych atutów. Myślę, że to był nasz najsłabszy mecz w tym sezonie.

 

 

Po tym spotkaniu płocczanki  straciły pozycję lidera i z dorobkiem 6 zwycięstw i 2 porażek zajmują teraz trzecią lokatę. Kolejny mecz rozegrają dopiero 6 grudnia, gdy zmierzą się na wyjeździe z legitymującą się tylko jedną przegraną Politechniką Gdańską. Początek pojedynki o 19.15.

Mon-Pol: Pytlarczyk 15, Kotonowicz 14, Kaczor 6, Misiek 11, Witkoś 14 oraz Plucińska 2, Tyczkowska 5, Dzierbicka 3.

komentarze (0)
Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze komentarzy do tego artykułu

dodaj komentarz
Czytaj także
<-- -->