Rejestracja i logowanie

Egzamin dojrzałości Mon-Polu

Sport 15-11-2017 Autor: Michał Michalak Foto: Michał Michalak.
0

Po 7 kolejkach grupy A I ligi płockie koszykarki liderują całej stawce, mając na koncie 5 zwycięstw i tylko jedną porażkę. Ich bilans “małych” punktów to +108, a na swoim parkiecie są na razie niepokonane. W najbliższą niedzielę podopieczne Ireneusza Jasińskiego zagrają na wyjeździe z ostatnim w tabeli SMS PZKosz Łomianki - początek meczu o 13.

Taki sam dorobek mają zajmujące odpowiednio 2. i 3. miejsce w tabeli dwa trójmiejskie zespoły: AZS Uniwersytet Gdański i Politechnika Gdańska. Do tej grupy może również dołączyć Lider Pruszków, który także przegrał tylko jedno spotkanie, ale ma jeden mecz rozegrany mniej.

 

Na wysokie zwycięstwa płocczanek liczą nie tylko władze klubu czy kibice, ale i one same, ze szczególnym uwzględnieniem dwóch: Sylwi Bielskiej i Magdaleny Goleniewskiej. Wychowanki Mon-Polu stawiają dopiero pierwsze kroki w dorosłej koszykówce i na razie pojawiają się na parkiecie tylko wtedy, gdy ich starsze koleżanki wypracują bezpieczną przewagę nad rywalkami. 18-latki czeka w przyszłym roku nie tylko matura z polskiego bądź matematyki, ale również prawdziwy egzamin dojrzałości z tego, co zaprezentują na parkiecie.

 

- Zdajemy sobie sprawę, że na razie odstajemy trochę od reszty dziewczyn i musimy ciężko pracować, by doszlusować do ich poziomu - mówi Goleniewska. - Brakuje nam nie tylko umiejetności, ale i doświadczenia, dzięki któremu mogłybyśmy udźwignąć presję związaną z występami w I-lidze. Na pewno łatwiej jest nam pogodzić się z naszą pozycją, bo atmosfera w drużynie jest bardzo dobra i nikt nie daje nam odczuć, że nasz status w drużynie jest jakiś niższy czy coś w tym stylu. W tamtym sezonie wyglądało to trochę inaczej, bo dopiero wchodziłyśmy do zespołu i musiałyśmy się nauczyć pewnych zasad, jakie w nim obowiązują, trochę dyscypliny. Poza tym treningi z seniorkami dają mi frajdę o tyle, że w końcu mogę się rozwijać jako niska skrzydłowa, bo w ekipach kadetkach i juniorek musiałam z konieczności wystepować na pozycji nr 4 lub 5; na “trójce” czuję się jednak najlepiej i mam nadzieję, że pokażę to jeszcze w tym sezonie. Ciągle mam pewne braki techniczne, bo muszę cały czas doskonalić kozłowanie i rzut za “3”, ale największe rezerwy widzę w swojej psychice. Za każdym razem, gdy gramy mecz, nie mogę się po prostu doczekać wyjścia na boisko i w tych 5 czy 7 minutach chciałabym pokazać trenerowi wszystko, co już umiem, a to błąd, bo powinnam się skupić na tylko na zadaniu, jakie mam do wykonania.

 

- Szczerze mówiąc, podchodzę do tego trochę inaczej - dodaje występująca jako rozgrywająca Bielska. - Już w poprzednim sezonie dostałam całkiem sporo szans grania, więc miałam okazję, by się z tym oswoić. Co prawda zawsze, jak pojawiam się na parkiecie, trener powtarza mi: “Tylko się nie stresuj”, ale ja wcale tego nie robię, bo, o dziwo, jestem wtedy całkiem spokojna - raz pójdzie mi lepiej, raz - gorzej, i już. W związku z tym, że wychodzimy na boisko najrzadziej z całego składu, to staramy się pomóc dziewczynom, dopingując je itd. Nie jest natomiast tak, że zmieniamy dziewczyny tylko i wyłącznie, gdy ich przewaga wynosi tyle lub tyle - trener Jasiński nie wprowadził jeszcze żadnego limitu (śmiech).

 

 

W ostatnim spotkaniu przeciwko VBW GTK II Gdynia Bielska i Goleniewska zagrały, odpowiednio, nieco ponad 3 i nieco ponad 5 minut.

 

- Będę im dawał kolejne szanse, choćby z tego względu, że starszym zawodniczkom brakuje czasem tego, co Sylwia i Magda mają w nadmiarze - młodzieńczej fantazji - mówi trener Mon-Polu Ireneusz Jasiński. - Na razie muszę jednak trochę dawkować im liczbę występów, bo jesteśmy w czubie tabeli i widzę, że pozostałe dziewczyny mają apetyt na coś więcej, niż to wynikało z naszych przedsezonowych oczekiwań. Poza tym Sylwia i Magda popełniają jeszcze zbyt dużo błędów i w starciu z tymi silniejszymi rywalami mogłoby to się okazać dla nas zgubne. Plusem jest natomiast to, że trenują pod moim okiem już wiele lat, dzięki czemu znają wszystkie zagrywki czy nawet mój charakter i wiedzą, jakim stylem mamy grać, czego od nich oczekuję. Dosłownie każda minuta przybliża je do tego, by stawały się coraz lepszymi koszykarkami. Jeszcze rok temu na zajęciach były dosyć wycofane i trochę marudziły, ale teraz są już pełnoprawnymi członkiniami naszej drużyny; nawet jak gramy “5 na 5” na treningu, to walczą, nie odpuszczają i nie mają żadnego respektu dla bardziej doświadczonych koszykarek. Co więcej, te drugie cały czas je motywują, pomagają, ale też nie na zasadzie, że cały czas klepią je po plecach, tylko jak trzeba, to od nich wymagają. Nie wiem natomiast, jak potoczy się ich dalsza kariera, bo na pewno będą chciały iść na studia i może ruszą gdzieś w Polskę, a to nasze dwie najzdolniejsze wychowanki - kończy.

komentarze (0)
Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze komentarzy do tego artykułu

dodaj komentarz
Czytaj także
<-- -->