Rejestracja i logowanie

'A mnie jest szkoda lata' - Mustangs Płock kończą sezon

Sport 07-11-2017 Autor: Michał Michalak Foto: profil facebookowy Mustangs Płock.
0

Wicemistrzostwo Polski do lat 17, ćwierćfinał PLFA 2 i półfinał mistrzostw Polski do lat 19 - to osiagnięcia futbolistów amerykańskich Mustangs Płock w zakończonym przed tygodniem sezonie. Szkoleniowiec “Mustangów” Paweł Kęsy mimo to czuje niedosyt związany z wynikami swojej drużyny.

Jako pierwsi tegoroczne zmagania rozpoczęli 17-latkowie. Płocczanie jak burza przeszli przez fazę eliminacyjną, wygrywając m.in. półfinałowy turniej rozgrywany na stadionie miejskim w Płocku. Na tle rywali podopieczni trenera Kęsego wyróżniali się świetnym przygotowaniem fizycznym, agresywną postawą w obronie i skrupulatnie dobraną taktyką, co było widać zwłaszcza po zaskakujących rywali rozwiązaniach w grze ofensywnej. Młodym futbolistom nie brakowało również charakteru, o czym przekonali się w czerwcu zawodnicy Warsaw Eagles, którzy nie dali rady sforsować zdziesiątkowanej, ale niezwykle walecznej defensywy Mustangs. W finale ugięła się ona co prawda pod naporem Bielawa Owls, ale minimalne zwycięstwo zdecydowanego faworyta całych rozgrywek, 18:14, mówi wiele o potencjale drzemiącym w płockiej ekipie.

 

- Mogliśmy nawet wygrać, ale nie było z nami kluczowego zawodnika - Czarka Tarkowskiego - mówi Paweł Kęsy. - Do tego w ostatniej akcji meczu sędziowie odgwizdali naszemu graczowi nadępnięcie linii, z czym nie do końca się zgadzam, a przecież gdyby nie to, mielibyśmy 20 “oczek” i złoty medal trafiłby do Płocka. Przed sezonem nikt na nas nie stawiał, ale my wiedzieliśmy od samego początku, że nasz udział w wielkim finale jest pewny. Myślę, że ten skład zasługiwał na to, by zwieńczyć okres swoich występów w tej kategorii wiekowej wygraną, ale niestety, nie udało się. Ci chłopcy będą jednak nadal grać, więc niedługo będziemy bardzo mocni.

 

 

W lipcu do gry wkroczyli seniorzy “Mustangów”, którzy rywalizują na 3. poziomie rozgrywkowym w Polsce, czyli PLFA 2. Do atutów znanych z występów juniorów doszedł kolejny - amerykański rozgrywający Zachary Hoffman, który nie tylko wziął na siebie lidera drużyny, ale też stał się dużą inspiracją dla młodszych graczy. Atletyczny futbol płocczan po raz kolejny przyniósł im sukces, bo z dorobkiem 4 zwycięstw i 2 porażek awansowali do ćwierćfinału, pokonując po drodze m.in. późniejszych finalistów rozgrywek - Patriotów Poznań - i Angels Toruń, z którymi stoczyli pasjonującą walkę o 2. miejsce w grupie. Ostatecznie w 1/4 Mustangs przegrali z Crusaders Warszawa 0:41, ale nie było już z nimi Hoffmana, który niespodziewanie opuścił zespół.

 

- To na pewno nie było nasze maksimum - kontynuuje Kęsy. - Stać nas było na dużo więcej, gdyby wszyscy bardziej przyłożyli się do treningów i skupili się na rzeczach ważnych. Pokonaliśmy Patriotów, którzy rywalizowali później jak równy z równym z Panthers Wrocław, a to my mogliśmy być na ich miejscu. Ponadto już w trakcie rozgrywek straciliśmy kilku chłopaków, z których część z powodu intensywnego sezonu odniosła kontuzje, a pozostali po prostu zrezygnowali. Żałuję, że do udziału w PLFA 2 nie dopuszczono juniorów młodszych, bo mogli być lekarstwem na nasze bolączki.

 

 

Jako ostatni zaprezentowali się zawodnicy do lat 19, w kadrze których znaleźli się wszyscy srebrni medaliści mistrzostw Polski. Mieszanka takich graczy, jak Tarkowski, Kacper Bogdański, Igor Gierski czy Przemysław Pawłowski miała dać wybuchowy efekt, ale już na początku na Mustangs spadł kubeł zimnej wody, bo w pierwszym meczu grupy północnej J-11 przegrali oni u siebie z Lowlanders Białystok i do samego końca musieli walczyć o awans. Takie rzeczy to jednak dla nich betka, bo płocczanie wygrali w dobrym stylu 3 kolejne spotkania, dzięki czemu znaleźli się w półfinale - po emocjonującym meczu ulegli obrońcom tytułu Panthers Wrocław 6:20, kończąc pojedynek z kontuzjami 3 graczy linii ofensywnej i bez rozgrywającego.

 

- Było blisko, bardzo blisko - żałuje Kęsy. - Jedna strata, po której przeciwnicy zdobyli punkty, a następnie niewykorzystana szansa na podwyższenie, gdy traciliśmy tylko jedno “oczko”. Do tego nie mogliśmy zagrać w pełnym składzie, a nasza obrona i tak była w stanie zatrzymać najlepszy atak w lidze. Mówi się trudno, choć sami utrudniliśmy sobie drogę do finału, ulegając Lowlanders. Sędziowie nie chcieli jednak pozwolić, by moi zawodnicy rozbili rywali swoją fizycznością i trzeba się było z tym pogodzić. Wnioski? W następnym sezonie na pewno nie pozwolę, byśmy grali 3 tygodnie z rzędu, bo to była zabójcza dawka.

 

 

W przyszłym roku “Mustangi” stawiają przed sobą nie mniej ambitne cele. Kęsy rozpoczyna budowę nowej drużyny do lat 17, która ma znowu walczyć o medale, a przecież nadal mocni będą ich nieco starsi koledzy. Największe nadzieje pokładane są jednak w seniorach, którzy zdaniem ich szkoleniowca mogą nawet wygrać całą ligę.

 

- Wyniki są dla nas ważne, ale nie najważniejsze - dodaje trener Mustangs. - Przede wszystkim stawiamy na indywidualny rozwój każdego z futbolistów, bo jeśli tak będzie, mają szanse na lepsze oferty z innych klubów i grę o najwyższe cele. My nie możemy im tego wszystkiego dać, a z futbolu, mówiąc uczciwie, nie da się w naszym kraju wyżyć, ale można sobie dzięki temu wiele rzeczy ułatwić: znaleźć za pośrednictwem klubu pracę, mieć darmowe odżywki czy siłownię. Dorobiliśmy się kilku, kulkunastu chłopaków, o których zrobiło się ostatnimi czasy bardzo głośno, ale dla nich to tylko dobrze - może jak trafią kiedyś do silniejszej drużyny, to wspomną, że podstaw tej dyscypliny nauczyli się jednak w Płocku.

 

 

Plany “Mustangów” wstrzymuje dodatkowo jedna rzecz. Jakiś czas temu 5 najbogatszych klubów postanowiło odłączyć się od Polskiego Związku Futbolu Amerykańskiego, by stworzyć własne, konkurencyjne dla Topligi rozgrywki. Ich zdaniem rozwój dyscypliny w Polsce gwałtownie wyhamował i od 2-3 lat widać coraz wyraźniejszą stagnację.

 

- Zgadzam się z tymi zarzutami, choć mam wątpliwości, czy taka secesja przyniesie więcej dobrego niż złego - zastanawia się Kęsy. - Faktem jest, że w ostatnim czasie progres zanotowało ledwie kilka drużyn, a pozostałe stały się dla nich tłem. My na razie czekamy, bo minęło za mało czasu, by podjąć jakąkolwiek decyzję. Czego brakuje? Przede wszystkim kibiców, którzy nie rozumieją tego sportu. W Polsce jak ktoś czegoś nie rozumie, to jest do tego od razu nastawiony “anty”. Gdyby ludzie dali nam tylko szansę, by pokazać im, co robimy, i ile dla tego poświęcamy, to może wyglądałoby to inaczej. Jesteśmy normalnymi gośćmi, którzy pracują 8, 10, 12 godzin, idą na siłownię, a później jeszcze mają czas i ochotę, by trochę porzucać piłkę. Niestety, nikgo to nie obchodzi, a już zwłaszcza w naszym mieście, gdzie jak człowiek próbuje zrobić coś oryginalnego, to zaraz ściągają go w dół. Do tego wszystkiego brakuje też zainteresowania mediów, które informacje o futbolu podają na ogół jako ciekawostkę, ale największy grzech zaniechania popełniają kluby. Zupełnie nie ma pracy u podstaw, odwiedzania szkół, by przybliżyć najmłodszym nasz sport. W większośći drużyn w Polsce zespoły juniorów to zbieranina przypadkowych chłopaków, którzy grają np. z naszymi wychowankami, co często nie kończy się dla nich najlepiej, bo będąc zupełnie nieprzygotowanymi, narażają przecież swoje zdrowie. Czy to się jednak w najbliższym czasie zmieni? Wątpię - kończy.

komentarze (0)
Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze komentarzy do tego artykułu

dodaj komentarz
Czytaj także
<-- -->