Rejestracja i logowanie

Małgorzata Daszkiewicz o włos od mistrzostwa świata

Sport 22-10-2017 Autor: Michał Michalak Foto: archiwum prywatne Małgorzaty Daszkiewicz.
2

Mieszkająca w Płocku zawodniczka zajęła 4. miejsce w 15-kilometrowym biegu z przeszkodami (13-15 października), który odbył się w kanadyjskim Blue Mountain. 29-latka przez wiekszą część dystansu prowadziła, ale końcówka należała niestety do rywalek.

Kilka tysięcy zawodniczek i zawodników z 67 krajów rywalizowało w sumie na trzech dystansach: 3 km, 15 km i biegu drużynowym (ok. 10 km), a Daszkiewicz wzięła udział w każdym z nich; w “drużynówce” towarzyszyli jej dwaj panowie: Maciej Sukiennik (Power Training - członkinią tego samego zespołu jest płocczanka) i Daniel Burdzy. Pierwszego dnia mistrzostw biegacze wystartowali na 3 kilometry, gdzie nie można było sobie pozwolić na choćby najdrobniejszy błąd.

 

- Do pewnego momentu byłam nawet 3., ale straciłam bezcenny czas na jednej z przeszkód - mówi Daszkiewicz. - Sprawnie pokonałam te pierwsze, co wymagało nie tylko dobrego przygotowania fizycznego, ale i technicznego. Na kolejnej nie dałam jednak rady zrobić tego za premierowym podejściem, bo miałam już spuchnięte przedramiona i zaczęłam tracić siłę chwytu. Po odczekaniu ok. 7 minut spróbowałam ponownie, i się udało, choć kosztowało mnie to utratę miejsca na podium - ostatecznie przybiegłam 9.

 

 

29-latka od początku nastawiała się jednak na najdłuższy dystans, choć przed jego rozpoczęciem przeżyła chwilę grozy.

 

- Gdy obudziłam się w sobotę rano, to nie czułam się najlepiej i miałam straszne zakwasy - kontynuuje. - Na szczęście jak pojawiłam się na starcie, to adrenalina sprawiła, że zapomniałam o jakimkolwiek bólu. Biegło mi się bardzo dobrze, bo szybko wskoczyłam na 2. miejce, a po chwili byłam już na prowadzeniu. Nie miałam większego problemu z zaliczaniem kolejnych przeszkód aż do 9. kilometra, gdy natrafiłam na specjalne schodki: 6 w górę, 6 w dół, które trzeba było pokonać, podciągajac się - nie ukrywam, że już wcześniej obawiałam się tej przeszkody i jak się okazało, słusznie. Gdy zaczynałam 3. próbę, dogoniły mnie trzy zawodniczki, które błyskawicznie uporały się ze schodkami, więc dosłownie “opadła mi kopara”. Pojawił się stres, na rękach zauważyłam ślady krwi, ale zaczęła sobie powtarzać, że skoro doszłam już tak daleko, to nie mogę się teraz poddać. Pokonałam tę przeszkodę za 7. podejściem, bardziej siłą woli niż mięśni, ale byłam z siebie dumna, bo wiedziałam, że nie oddam już opaski oznaczającej, że zaliczałam wszystkie “pułapki”, jakie czekały na mnie na trasie. Udało mi się przegonić jeszcze kilka dziewczyn, ale wystarczyło to tylko do zajęcia 4. lokaty. Tylko i aż, bo generalnie byłam zadowolona - w moim pierwszym starcie w MŚ otarałam się o medal.

 

 

Wynik Daszkiewicz jest tym bardziej godny podziwu, że przygotowywała się ona się do zawodów zupełnie sama, spisując plan treningowy, wybierając odpowiednią dietę i pracując, co zdaniem sportsmenki było najważniejsze, nad odpowiednim podejściem mentalnym.

 

- To mój konik, bo przeczytałam na ten temat bardzo dużo książek - dodaje. - Psychiczna gotowość na znaczny wysiłek to chyba moja najmocniejsza strona, bo wielu zawodników po prostu poddaje się na trasie, ale mnie nie można “złamać”, bo w trudnych chwilach potrafię się jeszcze zmotywować. Już w Kanadzie mogłam powiedzieć “dość” po jednej czy drugiej przeszkodzie, ale nie złożyłam broni, dlatego to jest moja największa satysfakcja.

 

 

Trzeciego i ostatniego dnia zawodów 29-latka wystartowała jeszcze w biegu drużynowym - również z dobrym skutkiem, bo jej team przybiegł na metę drugi.

 

- Chcieliśmy wystąpić w fali “Elite”, ale nie było już miejsc, dlatego ostatecznie wzięliśmy udział w kategorii open - mówi. - Jako pierwszy wyruszył Maciek, który miał do przebięgniecia 6 km, ale na tym odcinku trasy nie było żadnych trudnych przeszkód. Później do akcji wkroczył Daniel: z workiem o wadze 25-30 kilogramów podbiegał przez ok. 300 pod wzniesienie, z którego trzeba było następnie zejść. Paradoskalnie, druga część tego odcinka wcale nie należała do łatwych, bo z powodu dużej ilości błota można było się pożlizgnąć i zjechać w dół, na co nie pozwalał jednak regulamin biegu. Na końcu na trasie pojawiłam się ja - najpierw musiałam pokonać najtrudniejszą przeszkodę, by na na moment oddać chip z opaską Danielowi, ale po chwili otrzymywałam go z powrotem i czekało na mnie 2 km biegu, gdzie musiałam się ponadto wykazać dużą sprawnością techniczną - z tego powodu miałam dodatkową frajdę, bo na żadnej z przeszkód nie popełniłam błędu.

 

 

Warunki pogodowe w Blue Mountain były dosyć trudne, ale Daszkiewicz jest przyzwyczajona do takiej aury.

 

- W Polsce zdarzało mi się już rywalizować w podobnych, więc dobrze to zniosłam. Na trasie było ok. 10 stopni, ale świeciło słońce, przynajmniej w czasie, gdy biegłam na 15 km, choć pamiętam, że wcześniej padał też deszcz. Najbardziej dało mi się we znaki błoto, które po przebiegnięciu kilku tysięcy osób zrobiło się trudne do sforsowania, i odcinki, które trzeba bylo pokonać z dodatkowym obciążeniem na plecach. Mimo to biegło mi się bardzo przyjemnie, bo nie było za gorąco, a zawody obserwowało bardzo dużo kibiców.

 

 

Wyniki osiągnięte w Kanadzie to dla Daszkiewicz dodatkowa motywacja do trenowania, bo obecny sezon jest pierwszym, który przepracowała w pełni profesjonalnie.

 

- Na pewno będę chciała wrócić do Blue Mountain i przywieźć medal, ale taki dla zwyciezców - nie pamiątkowy - deklaruje zawodniczka. - Przynajmniej wiem już, w czym mogę jeszcze zrobić postęp. Na pewno powinnam poćwiczyć technikę pokonywania przeszkód, bo w tym roku przed niektórymi czułam lekki strach. Zawsze lepiej może być także w biegu, choć tu doszłam już do naprawdę dobrego poziomu i np. dystans 15 km pokonuję dosyć swobodnie. W każdym razie zrobię wszystko, co w mojej mocy, by być jeszcze lepszą - kończy.

komentarze (2)
Dodaj komentarz

si i reszty! !!

Wow!!! Gratki dla Go

dodaj komentarz
Czytaj także
<-- -->