Rejestracja i logowanie

Nie taki KKS straszny - Mon-Pol z drugą wygraną (zdjęcia)

Sport 14-10-2017 Autor: Michał Michalak Foto: Michał Michalak.
0

Płockie koszykarki pokonały u siebie w 3. kolejce I ligi KKS Olsztyn 90:70. Po słabej pierwszej połowie podopieczne Ireneusza Jasińskiego opanowały nerwy, pozwalając rywalkom w drugiej odsłonie na zdobycie tylko 25 punktów.

Pierwsze “oczka” w meczu były dziełem liderki przyjezdnych Ksenii Zajączkowskiej, jednak płocczanki szybko przejeły kontrolę nad boiskowym wydarzeniami i już po kilku minutach, w tym dwóch “3” Patrycji Kaczor, wyszły na prowadzenie 12:5. Taki obrót sprawy nie zdeprymował przeciwniczek, która zaczęły grać bardziej agresywnie w obronie, a wysokim pressingiem utrudniały wyprowadzenie piłki gospodyniom. Kilka razy przyniosło to oczekiwany efekt, bo po dużym zamieszaniu w grze Mon-Polu za dostarczenie piłki na połowę olsztynianek zabierały się nawet podkoszowe: Grażyna Witkoś i Agnieszka Misiek, co nie mogło się dobrze skończyć. Łatwe punkty zdobyte po kontrach nakręcały zawodniczki KKS-u, a zwłaszcza Joannę Markiewicz, która pierwsza dała sygnał do ataku, ale nawet jeśli nie byla w stanie wedrzeć się pod kosz, dostrzegała lepiej ustawione partnerki. Po I kwarcie było 22:25. Rywalki kontynuowały swoją grę w kolejnej ćwiartce, nie siląc się na koronkowe akcje, tylko często grając jeden na jednego, niestety skutecznie. W tym czasie prym w ich wiodły Aleksandra Mońko, Jolanta Wichłacz i Natalia Gzinka. Mon-Pol trzymał kontakt punktowy głównie dzięki Kaczor i Lucynie Kotonowicz, która świetnie obsługiwała koleżanki z drużyny, kończąc całe spotkanie z dorobkiem 8 asyst. Obie ekipy zeszły na przerwę przy prowadzeniu olsztynianek 45:43.

 

Trener Jasiński już w trakcie 2. kwarty nie szczędził swoim koszykarkom gorzkich słów, a jego krzyki z szatni było słychać nawet na hali. To ostra reprymenda przyniosła jednak oczekiwany skutek, bo w drugiej połowie płocczanki znacznie poprawiły swoją grę. Na parkiecie dosłownie szalała Kinga Dzierbicka, która uprzykrzała życie rywalkom w obronie, a do tego wyprowadzała błyskawiczne ataki, kończąc je niejednokrotnie efektownymi layupami. Filigranowa rozgrywająca była dosłownie wszędzie, zbierając nawet 5 piłek z tablicy, w tym jedną w ataku. Na wyższy poziom weszły także pozostały koszykarki Mon-Polu, pozwalając olsztyniankom na zdobycie w 3. kwarcie tylko 14 “oczek”. Po 30 minutach zrobiło się 64:59, ale płocczanki wcale nie zamierzały zwalniać tempa. Od stanu 66:63 zdobyły 11 punktów z rzędu i stało się jasne, że nie dadzą sobie wydrzeć zwycięstwa. Dobrą zmianę dała Anita Plucińska, w obronie świetnie pokazała się Natalia Tyczkowska, a rywalki dobiła Witkoś, kilka razy błyskotliwie dostrzeżona przez koleżanki. Środkowa Mon-Polu razem z Misiek zdominowały też walkę na deskach, notujac łącznie aż 28 zbiórek (przy 46 całego zespołu). Wśród rywalek skuteczność straciła Markiewicz, a słabsze spotkanie zaliczyła Zajączkowska, który trafiła tylko 4 rzuty z gry na 13 prób.

 

- Chyba potrzebowałyśmy tej 1. połowy, by przypomnieć sobie, nad czym pracowałyśmy przez ostatnie dwa tygodnie - powiedziała po meczu Dzierbicka. - W drugiej połowie wyglądało to już zdecydowanie lepiej, bo przede wszystkim zagrałyśmy spokojniej, ale i tak były momenty, w których dałyśmy się wciągnąć w tę “dzicz” i chaos. Kto nie był na meczu, mógł sobie pomyśleć, biorąc pod uwagę 20-punktową różnicę, że to było łatwe zwycięstwo, ale dziewczyny z Olsztyna w i połowie napsuły nam dużo krwi. Myślę, że słaba postawa Zajączkowskiej nie miała wiekszego wpływu na losy spotkania, bo byłyśmy dobrze przygotowane i po prostu lepsze.

- Zespół z Olsztyna jest nie do odgadnięcia i to było dzisiaj widać - dodawał trener Jasiński. - Ta chaotyczna, ale jednocześnie agresywna i szybka koszykówka sprawiła nam wiele kłopotów, bo w w całym meczu popełniliśmy aż 23 straty, a do przerwy pozwoliliśmy rywalkom zdobyć aż 45 punktów, co na tym poziomie jest niedopuszczalne. Na szczęście opanowaliśmy emocje i w drugiej połowie wyglądało to już lepiej - ładnie “szarpnęła” Kotonowicz, dziewczyny poczuły luz, a szczególnie cieszy mnie to, że aż 6 z nich zaliczyło dwucyfrowy dorobek punktowy. Po problemach z wyprowadzeniem piłki nasze “1” dostały w szatni ostrą burę, ale poskutkowało, bo później Kinga mijała rywalki jak tyczki.

 

 

Mon-Pol: Pytlarczyk 11, Kotonowicz 13 (8 as.), Kaczor 14, Misiek 10, Witkoś 17 oraz Dzierbicka 14, Tyczkowska 3, Plucińska 6, Goleniewska 2.

komentarze (0)
Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze komentarzy do tego artykułu

dodaj komentarz
Czytaj także
<-- -->