Rejestracja i logowanie

Od Andory do Kanady, czyli Małgorzacie Daszkiewicz nie straszne przeszkody

Sport 22-09-2017 Autor: Michał Michalak Foto: archiwum prywatne Małgorzaty Daszkiewicz.
0

1. miejsce w swojej kategorii wiekowej i jednocześnie 2. lokata wśród zawodniczek rywalizujących w fali Competitive - to dorobek płocczanki Małgorzaty Daszkiewicz w mistrzostwach Europy Spartan Race, które odbyły się w miniony weekend w Andorze.

To jeden z najbardziej prestiżowych cykli biegów z przeszkodami na świecie, które rozgrywane są w 14 krajach, w tym w Polsce. Żeby w nich wystartować, wystarczy się zarejestrować, natomiast nie każdy może wziąć udział w samym czempionacie; w zależności od rodzaju fali (kategorii) kwalifikacja polega na zajęciu miejsca 1-5 w jednym ze "Spartanów", co Daszkiewicz uczyniła z nawiazką, nie schodząc z podium na kilku tegorocznych imprezach. Równie dobrze zaprezentowała się w Andorze, pokonując 22-kilometrową trasę prowadzącą przez Pireneje w 3 godziny i 40 minut.

 

- Wystartowałam w mistrzostwach Europy dopiero po raz pierwszy w karierze - mówi 29-latka. - Było ciężko, bo czekało na nas wiele przeszkód, m.in. różnej wielkości i wysokości ścianki, drut kolczasty, czyli tzw. zasieki, pod którym trzeba się było przeczołgać, rowy z wodą. Dodatkowo każdy biegł z obciążeniem i musiał się jeszcze wspinać po linie, rzucać oszczepem do celu czy wciągać worek. Część trasy znajdowała się na wysokości 2500 metrów, więc trudno było nawet złapać oddech.

 

 

Płocczanka stawia pierwsze kroki w tym sporcie, choć wcześniej próbowała już sił w innych dyscyplinach.

 

- Aktywność fizyczną przejawiałam od najmłodszych lat, bo  trenowałam kiedyś biegi i skok w dal. Później wyjechałam do Gdańska, by studiować na tamtejszym AWF-ie, gdzie poznałam męża; to on ściągnął mnie do Płocka. Już po przeprowadzce znalazłam na profilu facebookowym znajomych informacje o biegu z przeszkodami i pomyślałam: dlaczego nie? Już w ubiegłym roku zajęłam 2. miejsce w mistrzostwach Polski, więc mogę powiedzieć, że bardzo dobrze się w tym czuję i na pewno będę to kontynuować - dodaje.

 

 

Najważniejsza impreza tego sezonu jednak dopiero przed Daszkiewicz. W dniach 13-15 października weźmie udział w mistrzostwach świata rozgrywanych w Kanadzie, gdzie zamierza wystartować aż na trzech dystansach.

 

- Pierwszego dnia czeka mnie start na 3 kilometry, drugiego - na 15, a ostatniego dnia zawodów będę się ścigać razem z moimi znajomymi w biegu drużynowym; wylatujemy już 9 października, by przyzwyczaić się do innej strefy czasowej. Do tego momentu zostanę w Płocku, gdzie będę się przygotowywac pod kątem biegowym, siłowym i crossfitowym – jest mi o tyle łatwiej, że na co dzień jestem instruktorką fitness, więc sport towarzyszy mi przez cały dzień. Mistrzostwa świata są na pewno bardziej wymagające niż czempionat Starego Kontynentu, bo nie są rozgrywane w formule Spartan. Biorąc pod uwagę ich ubiegłoroczną edycję, nastawiam się na bardzo duży wysiłek i nie stawiam przed sobą żadnych konkretnych celów poza tym, że chcę dobiec do mety ze specjalną opaską, co będzie znaczyło, że pokonałam wszystkie przeszkody.

 

 

Zdaniem Daszkiewicz ukończeniu biegu z przeszkodami towarzyszy unikalne uczucie.

- Choć wbiegam na metę potwornie zmęczona i cała umorusana w błocie, to zawsze jestem z siebie niesamowicie dumna. Bardzo lubię moment, gdy otrzymuję medal, co jest takim przypieczętowaniem tego euforycznego stanu - kończy zawodniczka.

 

 

 

komentarze (0)
Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze komentarzy do tego artykułu

dodaj komentarz
Czytaj także
<-- -->