Rejestracja i logowanie

Kombatant szuka miłości

Region 27-11-2017 Autor: ez
0
Kombatant szuka miłości

Do 76-letniego kombatanta dotarliśmy poprzez anons, który umieścił w jednej z gazet. Wynikało z niego, że bycie wdowcem i prowadzenie samotnego trybu życia mu nie służy. Postanowił ruszyć do boju w poszukiwaniu wybranki. Jaka jest jego historia?

Jego dzieciństwo nie było usłane różami. Obóz przesiedleńczy, wysyłka do III Rzeszy, rozłąka z rodziną. Choć z tego okresu nie pamięta za wiele, gdyż był malutkim dzieckiem, postanowił podzielić się z nami historią swoją i jego rodziny.

Czesław Wojkowski urodził się w 1941 roku. Mieszkał wraz z rodziną Niedrzewiu (gm. Strzelce - pomiędzy Gostyninem a Kutnem). Rok po jego narodzinach wszyscy zostali zmuszeni do opuszczenia rodzinnego domu. Niemcy wydali nakaz. Pana Czesława, jego rodziców, siostrę i czwórkę starszych braci osadzono w jednym z obozów przesiedleńczych w Łodzi. Kolejny dramat - wysyłka do III Rzeszy na roboty. Trafiła tam cała rodzina.  

Do obozu przesiedleńczego w Łodzi zostaliśmy wysłani w czerwcu 1942 roku. Tam warunki były piekielnie trudne. Musieliśmy spać pod gołym niebem. Jedzenie dawano dwa razy na dzień. Z głodu zmarło aż 10% dzieci, które tam przebywały. Dobrze, że mama karmiła mnie jeszcze piersią. Dzięki temu udało mi się przeżyć. Z racji sporej umieralności, wszystkim dzieciom do lat 14 przyznano kombatanctwo. Moi bracia nie otrzymali tego statusu, bo byli sporo starsi - mówi pan Czesław.

Z Łodzi przetransportowano ich do Niemiec. Nieludzkie warunki przewozu, długa droga i strach przed tym, co czeka po wyjściu z pociągu. W Rzeszy spędzili rok czasu.

Ojciec wykonywał przymusowe roboty na rzecz Niemców. Jednak choroba mu to uniemożliwiała. Cierpiał na astmę. Lecz dzięki tej chorobie mieliśmy szansę na powrót do domu. Niemcy postanowili nas więc odesłać. Po dwóch latach wraz z rodzicami i siostrą powróciliśmy do kraju - mówi pan Czesław.

Jednak cóż z powrotu do rodzinnego domu, gdy przy stole nie zasiadała cała rodzina. Niestety, bracia pana Czesława zostali zmuszeni do pozostania na terenie III Rzeszy. Powrócili po 3 latach.

Bracia wrócili w 1945 roku po wyzwoleniu. Były to okolice Zielonych Świątków. Nie poznałem ich w pierwszej chwili. Najstarszy brat opowiedział anegdotkę o tym, jak z Francuzem postanowili ubić świniaka w gospodarstwie Niemca. Ukradli więc najładniejszego prosiaka i hodowali, podrzucając co i rusz do innych kojców, by nikt się nie zorientował. Każdego dnia bali się, że ich sekret wyjdzie na jaw i zostaną straceni. Na szczęście wszyscy wrócili cali i zdrowi - opowiada.

Jego stryj i kuzyn brali udział w działaniach zbrojnych podczas wojny i tuż po jej zakończeniu. Oni jedyni z rodziny zginęli. Brat cioteczny pana Czesława wstąpił do armii gen. Andersa i walczył pod Monte Cassino.

W lesie, w którym prowadzili działania znaleźli małego niedźwiedzia. Dali mu imię Wojtek. Co ciekawe, nigdy nie zrobił im krzywdy, a wręcz przeciwnie. Przynosił on skrzynki z amunicją. Z opowiadań wynika, że jeden z żołnierzy znalazł porzuconego, wystraszonego misia i go wytresował - relacjonuje mężczyzna. 

Pan Czesław przez całe życie udzielał się społecznie. Teraz należy do Związku Kombatantów RP i byłych więźniów politycznych,  oddział w Kutnie. Otrzymał m.in. brązowy krzyż zasługi za regularne oddawanie krwi. W sumie oddał jej 40 litrów.

Nasz bohater wiódł zdrowe i szczęśliwe życie. Miał żonę, dzieci, doczekał się nawet prawnucząt. Jednak niespełna 3 lata temu owdowiał. Teraz samotność daje o sobie znać.

Mieszkam sam na wsi. Mam duży ogród i pasiekę, którą trzeba się zajmować. Ciężko jest robić mi to samemu w dużej mierze ze względu na wiek i astmę, która daje o sobie znać. Do tego dom jest pusty, nie ma dla kogo gotować, a ile można jeść obiady czy kolacje w samotności, nie mieć do kogo się odezwać. Żeby wypełnić pustkę postanowiłem znaleźć towarzyszkę życia - mówi.

Jak idą poszukiwania? Umieszczenie ogłoszenia matrymonialnego w gazecie ze zdjęciem i to w dodatku w mundurze przykuło wzrok niejednej kobiety.

Może, jak wszystko pójdzie dobrze, będzie z kim przełamać się opłatkiem na święta. Są dwie poważne kandydatki. Nie chcę zapeszać, nie wiem jak to się ułoży, ale dzięki temu mam szansę na to, by nie iść samotnie dalej przez życie tylko mieć przy boku kogoś, kto mnie pokocha i w kim będę miał oparcie - dodaje pan Czesław.

komentarze (0)
Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze komentarzy do tego artykułu

dodaj komentarz
Czytaj także
<-- -->