Rejestracja i logowanie

Od "ósemek" w domu po metę maratonu

Lifestyle 29-05-2017 Autor: jej
0
Od

Maratończyk Krzysztof Sobczyk opowiada o swoich sportowych pierwszych krokach, osiągnięciach i planach. Skąd u magazyniera pomysł na bieganie?

- Przed wyjazdem na narty w 2012 roku chciałem sobie trochę poprawić kondycję. Zacząłem biegać po domu [śmiech], później dookoła niego. Wiosną kolega z pracy opowiadał o swoim udziale w warszawskim półmaratonie, wtedy pomyślałem, że skoro już zacząłem, dobrze byłoby wziąć udział w jakimś biegu. Pierwszy był w Ciechocinku w sierpniu 2013 i wtedy zaczęła się prawdziwa przygoda z tym sportem.

Kiedy przyszła pora na pierwszy maraton?

- Pierwszy maraton przebiegłem w 2014 w Łodzi i mam nadzieję, że co roku będę mógł brać w nim udział. Meta znajduje się w Atlas Arenie, wbiega się tak jak na olimpiadzie. Dla tych niesamowitych emocji warto się przemęczyć. Poza tym trasa jest bardzo ciekawa również dzięki kibicom i dodatkowym atrakcjom, które sprawiają, że bieg nie jest monotonny. Za mną 5 maratonów z najlepszym czasem 4 godziny i 21 minut: 4 łódzkie i 1 warszawski. Poza tym krótsze biegi: m.in. w Kutnie, Łowiczu, Gostyninie, Ciechocinku. W tym roku zamierzam ukończyć jeszcze 2 maratony i zdobyć medal Korony Maratonów Polskich. Aby go uzyskać, należy ukończyć pięć maratonów: Maraton w Dębnie, Cracovia Maraton, Wrocław Maraton, Maraton Warszawski, Poznań Maraton – w ciągu 24 miesięcy, licząc od daty pierwszego ukończonego maratonu zgłaszanego we wniosku. Kolejność maratonów jest dowolna.

Co jest najtrudniejsze?

- Poznać samego siebie. Wiedzieć, na co człowieka stać. Nie pędzić jak szalony, bo to niczego nie daje. Kryzys przychodzi ok. 32 kilometra. To zmęczenie, które człowiek musi pokonać, ale dla emocji na mecie warto.

Biega Pan od niespełna 5 lat. To chyba niewiele?

- To dopiero początek mojej drogi jako biegacza. Polak, który znalazł się na podium Światowego Biegu Wings for Life twierdzi, że aby uzyskać sukces, trzeba poświęcić 10 lat.

Gdzie Pana można spotkać podczas treningu?

- Zwykle biegam w okolicach parku Wiosny Ludów, zimą w trosce o własne bezpieczeństwo na bieżni w domu. Od 50 do 70 km tygodniowo. Moja żona twierdzi, że nie mogę żyć bez biegania. Często pyta: "Co sobie zaplanowałeś na dziś oprócz biegania?". Myślę, że cieszy się z tego, że mam akurat takie hobby, a nie inne. Wcześniej biegała ze mną, teraz nie pozwala jej na to zdrowie, ale może kiedyś... Kto wie? Do tego sportu namówiłem już kilku znajomych, czasem razem biegniemy w zawodach, a dziewczyny nam kibicują - super sprawa. Z roku na rok jest nas coraz więcej.

komentarze (0)
Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze komentarzy do tego artykułu

dodaj komentarz
Czytaj także
<-- -->