Rejestracja i logowanie

O początkach i drugim życiu chusty

Lifestyle 29-05-2017 Autor: jej
0

Póki co głównie mamy noszące dzieci nie są już nowością na ulicach miast. Świadomość pozytywnych zmian jakie daje ten szczególny rodzaj bliskości jest coraz większa wśród mieszkańców. Jednak nadal wiele osób ma obawy. Po co? Jak zacząć? Z drugiej strony kto raz spróbuje, rzadko rezygnuje. Do zakochania jeden krok i okazuje się, że trudno rozstać się kawałkiem szmatki. Co wtedy?

Co  daje noszenie?

- Bliskość, budowanie więzi między mamą a dzieckiem, wolne ręce i wiele, wiele możliwości zdobywania przygód których z wózkiem nie da się przeżyć - zachęcała Joanna Zajkowska, która promuje macierzyństwo bliskości.

Noszenie jednak miewa trudne początki. Co trzeba wiedzieć?

  •  Nosidło - panel miękki (czyli część otulająca dziecko). Mierzymy u dziecka rozstaw nóżek od kolanka do kolanka i wychodzi nam szerokość, jaką powinien mieć panel. Dziecko ma wtedy zapewnione odpowiednie ułożenie nóżek oraz swobodę ruchów nie krępowaną usztywnionym materiałem. 
  •  Wisiadło - powszechnie dostępne, niestety niezdrowe dla dziecka. Ma bardzo wąski, sztywny panel, nóżki dziecka wiszą, a maluch wisi na swoich narządach rozrodczych, nienaturalnie wyprostowane, ze skrępowanymi ruchami.
  • Nowa nie znaczy lepsza - używana chusta jest tak samo dobra jak nowa, a.czasem lepsza bo już miękka.
  •  Podstawowe wiązania to kangurek i kieszonka - z przodu, odpowiednie do noszenia dzieci od narodzin.
  • Do wyboru mamy cztery rodzaje chust – elastyczną, tkaną, chustę kółkową i kieszonkową. Zależnie od wagi dziecka powinniśmy dopasować odpowiedni model, a różne sposoby wiązania pozwolą nam na wybranie najwygodniejszej pozycji.

Noszący rodzice często wspominają czas, kiedy dziecko było noszone jako niezwykle szczególny, podczas którego zacieśniane są więzi nie tylko z dzieckiem, ale i sympatia do samej chusty, z którą ciężko się rozstać. W co można zamienić chustę, aby nadal była potrzebna?

- Nosidła, ubrania,  zabawki, biżuteria... wszystko można - zapewnia Beata Milas, prawdziwa pasjonatka chustonoszenia i rękodzieła, które niejedno ma imię, choć przyznaje, że początki do łatwych nie należały. - Nieświadoma bezpiecznego i prawidłowego noszenia, pierwszego syna próbowałam nosić w (jak się później dowiedziałam) najgorszym wisiadle, które powodowało u Dominika płacz. W ciąży z drugim dzieckiem na zajęciach w szkole rodzenia była pani, która przyszła z chustą i zakochałam się w niej. Zaczęłam czytać i to mnie uświadomiło.

Jak się okazało, od miłości do chust do początków szalonej twórczości było całkiem niedaleko. Jak tylko mały "wkład" był na tyle duży, aby samodzielnie siedzieć, nasza bohaterka postanowiła sama uszyć pierwsze nosidło, które jest rozwiązaniem dla mnie cierpliwych noszących, "z miłości i pasji" oraz dla samej satysfakcji.

- Mam kosmetyczkę, portfel i notes od Beaty, która robi cuda z chust, a jej biżuteria to coś o czym marzy chyba każda, która z chustami ma lub miała coś wspólnego.  Chociaż kosmetyczki nie używam, ale tylko dlatego, że nie chcę jej ubrudzić, to portfel mam zawsze przy sobie. To taka część mojej pasji zamkniętej w niedużym przedmiocie od Beaty - mówiła Patrycja Kałkowska.

komentarze (0)
Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze komentarzy do tego artykułu

dodaj komentarz
Czytaj także
<-- -->