Rejestracja i logowanie

Nowe fakty w sprawie wypadku w wieżowcu na Wyszogrodzkiej. 'Kotwy wyszły ze ściany jak z masła'

Wydarzenia 19-07-2017 Autor: jw
18

Nie milkną echa głośnego wypadku w wieżowcu na Podolszycach. Sprawa swój finał znalazła w sądzie, ale nadal jest w niej więcej pytań niż odpowiedzi. Szukała ich nasza reporterka.

Wypadek w wieżowcu przy ul. Wyszogrodzkiej 161 miał miejsce w nocy z 3 na 4 lutego bieżącego roku. Dwaj mężczyźni wypadli z pierwszego piętra. Jak wykazało dochodzenie opierali się o barierkę zabezpieczającą drzwi balkonowe w mieszkaniu. Trwała parapetówka. Barierka nie wytrzymała ciężaru opierających się o nią młodych mężczyzn i oderwała się od ściany. Osoby te z ciężkimi obrażeniami zostały przewiezione do szpitala. Na szczęście, choć stan jednej z nich był ciężki, sprawa nie zakończyła się tragicznie. 

Jak ustalili śledczy, barierka była zdemontowana poza projektem budowlanym i umocowana w sposób, który mógł być nieprawidłowy bądź niewystarczający. Ostatecznie w stan oskarżenia postawiono trzy osoby.

- W związku ze zdarzeniem polegającym na tym, że  z wieżowca przy ul. Wyszogrodzkiej oderwała się barierka balkonu w wyniku czego dwie osoby wypadły z pierwszego piętra, w dniu 22 czerwca 2017 r. do Sądu Rejonowego w Płocku VII Wydziału Karnego wpłynął akt oskarżenia skierowany przez Prokuraturę Rejonową w Płocku przeciwko trzem oskarżonym: inspektorowi nadzoru budowlanego, majstrowi- brygadziście i wiceprezesowi przedsiębiorstwa, z którym spółdzielnia mieszkaniowa zawarła umowę na termomodernizację budynku - informuje SSO Iwona Wiśniewska-Bartoszewska.

Wszystkie trzy oskarżone osoby dostały zarzuty o popełnienie występków z art.160§1k.k. i art.156§2k.k w zw. z art.11§2k.k., czyli narażenia pokrzywdzonych na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, co skutkowało nieumyślnym spowodowaniem ciężkiego uszczerbku na zdrowiu pokrzywdzonych.  

- Czyn ten jest zagrożony karą pozbawienia wolności do lat 3. Sprawa oczekuje na wyznaczenie terminu - dodaje SSO Iwona Wiśniewska-Bartoszewska.

Sprawą żywo zainteresowana jest spółdzielnia, która administruje wieżowcem. Wiceprezes Mazowieckiej Spółdzielni Mieszkaniowej, Janusz Pawłowski twierdzi, że wokół sprawy narosło wiele mitów.

- Nie wiem, dlaczego wszyscy z uporem maniaka powtarzają nie do końca prawdziwe stwierdzenie Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, które wygłosił podczas swojej pierwszej wypowiedzi przed kamerą, że barierki były przytwierdzone do styropianu - dziwi się Janusz Pawłowski. - Z tego co wiem biegły sądowy, badając tę sprawę, stwierdził, że portfenetr (barierka) był zakotwiony na co najmniej 4 cm trzema kotwami w betonie i dwoma w ścianie wymurowanej z bloczków betonu komórkowego tzw. siporexu. Ja również to potwierdzam. W gestii  prokuratora jest teraz ustalenie, czy była to właściwa głębokość, czy był to błąd. Natomiast od pierwszego momentu poszła taka informacja w mediach, że barierki były zakotwiczone w styropianie. A to jest bzdura! - kontynuuje.

Wiceprezes osobiście badał sprawę.

- Oglądałem dowód rzeczowy (barierkę) na policji. Na niej jest wyraźnie widoczne, że kotwy były zagłębione na 3-4 cm w betonie i siporexie. Na beton komórkowy jest to zdecydowanie za mało, to jest fakt, ale na pewno barierka nie trzymała się tylko styropianu. Dlaczego mocowania puściły, jak duże siły na nią zadziałały, musi ustalić biegły i prokurator. Ponadto zdemontowane zostały pozostałe barierki na pierwszym piętrze, bo takie było postanowienie prokuratora i inspektora nadzoru. Dokonano wtedy próby wytrzymałości na zrywanie. Wszystkie mocno tkwiły w ścianie budynku i trzeba było bardzo dużych sił, żeby je wyrwać. W następnej kolejności został opracowany nowy projekt mocowania do elewacji  portfenetrów i zgodnie z nim zostały zamontowane - podkreślił. - Ponadto obszar, który jest pomiędzy barierką, a mieszkaniem to kawałek muru plus ocieplenie, po którym nie powinno się chodzić. Jest to po prostu kawałek muru zabezpieczony barierką. To nie jest balkon.

Niejasności są także wobec ewentualnego demontażu barierek na "własną rękę" przez wykonawce.

- Jeśli uważnie przyjrzymy się projektowi, to on nie przewiduje demontażu barierek - odpowiada Janusz Pawłowski. - Temat wykonawcy wyniknął w trakcie realizacji robót. Często zdarza się, że występują różnice pomiędzy projektem, a stanem rzeczywistym, szczególnie gdy dotyczy to prac remontowych. Po wypadku biegły sprawdzał pierwotne dokumentacje. Starał się określić czy konieczny był demontaż  balustrad  pomimo, że projekt tego nie przewidywał. Można dyskutować nad tym, jakie zrobili mocowanie, czy  powinni zgłosić faktu demontażu barierek do projektanta, skonsultować się w tej  kwestii i jak rozwiązać problem - kontynuuje.

Wiceprezes podkreśla, że zastosowane rozwiązania są dopuszczone do obrotu, ale podejrzewa, że nie zachowano reżimu technologicznego.

- Kotwy chemiczne, które zastosował wykonawca, są dopuszczone do obrotu i powszechnie stosowane. Tu prawdopodobnie rzecz rozbijała się o to, że  albo  zbyt  płytko zostały osadzone kotwy, albo nie zachowano reżimu technologicznego montażu kotew chemicznych. Zapewne powinni byli to skonsultować się z projektantem - dodaje.

Zdaniem Janusza Pawłowskiego kluczowe w wyjaśnieniu sprawy, może być sprawdzenie działania sił, jakie spowodowały oderwanie się barierki.

- Pomimo, że wszystkie pozostałe barierki zostały osadzone w taki sposób, to siłą trzeba było je wyrywać przy demontażu - wyjaśnia wiceprezes MSM. - Zdziwiła mnie jedna rzecz: że jeżeli – pod wpływek nacisku osób opierających się o barierkę nie wytrzymało mocowanie górnych kotew w siporexie, to przechylająca się  barierka winna spowodować wygięcie dolnych kotew osadzonych w betonie, a dopiero  ich wyrwanie. Wyrwane kotwy wskazują na to, że na barierkę musiała zadziałać duża siła pozioma, ponieważ kotwy wyszły ze ściany jak z masła - kontynuuje.  - Nie wiem dokładnie, co się działo w lokalu. W mieszkaniu trwała  „parapetówka”, a towarzystwo było po alkoholu. Tłumaczyli, że stali, opierali się o barierkę, ale jak to się stało, że jeden spadł na drugiego? Na zdjęciach widoczne jest, że barierka spadła w dość dużej odległości od ściany. Musiał być jakiś impet. Nie spadli statycznie - podkreślił.

W sprawie zarzuty postawiono m.in. pracownicy spółdzielni. Ta sprawa zdaniem prezesa Pawłowskiego również budzi duże wątpliwości.

- Faktycznie zarzuty zostały postawione pracownicy MSM - potwierdza Janusz Pawłowski. - Gdyby był wymagany i ustanowiony inspektor nadzoru inwestorskiego budowy to organ wydający pozwolenie na budowę wpisałby to w decyzję o pozwoleniu na wykonanie robót budowlanych, że niezbędną rzeczą jest ustanowienie inspektora nadzoru inwestorskiego. W tym momencie procedura jest taka, że składa on do PINB  stosowne oświadczenie, że przejmuje kontrolę nad budową. U nas pani  kontrolowała budowę jako przedstawiciel spółdzielni zatrudniony na stanowisku inspektora  nadzoru robót remontowo-budowlanych i nie pełniła tych obowiązków jako inspektor nadzoru inwestorskiego, który jest ustanowiony przez organ wydający  pozwolenie na budowę.

Zastępca prezesa MSM ma także duże wątpliwości co do zasadności zaleceń po wypadku.

- Po wypadku Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego wpadł w panikę - wyjaśnia dalej wiceprezes MSM. - Nakazał przeprowadzenie kontroli obiektów budowlanych w zakresie bezpieczeństwa użytkowania balustrad balkonów, portfenetr, loggii, schodów i pochylni, a ja się pytam, jak tego dokonać i jaką przyjąć metodę? Czy mam wziąć firmę specjalistyczną, która na każdym balkonie zrobi badania czy kotwy są prawidłowo osadzone? Potem po rozmowie telefonicznej uściślono, że dotyczy to balustrad demontowanych przy dociepleniach budynku.
W całych zasobach mieliśmy poza Wyszogrodzką dwie sztuki, gdzie były portfenetry - barierki zabezpieczające drzwi zewnętrzne. W jednym przypadku zlikwidowano drzwi balkonowe wstawiając okno, a  w drugim przypadku portfenetr nie był  demontowany podczas prac dociepleniowych.

Wiceprezes przyznaje, że sprawa budzi u niego duże emocje.

- Czasami człowiekowi przychodzi do głowy taka refleksja „że gdyby mógł wszystko przewidzieć można by uniknąć wielu nieszczęśliwych zdarzeń”  w życiu jednak tak się nie zdarza.

Swoje stanowisko w sprawie całego zdarzenia ma także Adwokat Marek Szczygielski reprezentujący firmę wykonującą remont wieżowca:

- Z pierwszych ustaleń wynikało, że barierka miała być zamontowana tylko w ociepleniu - wyjaśnia mecenas Marek Szczygielski. - W świetle materiałów zebranych w śledztwie przez prokuraturę, to jest nieprawda, albowiem biegły prokuratorski sam stwierdził, że barierka była zamontowana w stosowny sposób na głębokości 6 cm. W pustak - kontynuuje.

Firma zleciła w tej sprawie także dodatkowe badania.

- W efekcie tego zrobiliśmy badania dotyczące polskiej normy w tym zakresie i okazało się, że wręcz ją przekraczało. Natomiast problem polegał na tym, że to miejsce było szczególnie użytkowane - wyjaśnia dalej mecenas. -  Poza próg mieszkania, gdzie była barierka musiały wychodzić jakieś elementy budowlane, żeby to było zakończone prawidłowo. Elementy zabezpieczające, ocieplające, zabezpieczające przed ociekaniem. Nie były to elementy, na które można by stawać. Ponadto szczególne użytkowanie polegało na tym, iż z materiałów zebranych w śledztwie wynika, że tam ktoś tak po prostu nie wszedł i wypadł, tylko najpierw były tam trzy osoby palące papierosy, potem opierały się dwie osoby, a generalnie w mieszkaniu trwała impreza. Jednakże pomimo że jeszcze nie zakończyło się postępowanie firma pomogła pokrzywdzonym finansowo. Przekazała duże kwoty na leczenie, żeby pomóc tym ludziom - zakończył Marek Szczygielski.

Sami pokrzywdzeni, że względu na ogromną traumę jak przeżyli i ze względu na dobro prowadzonego postępowania nie wypowiadają się dla prasy.

O sprawie będziemy informować na ePłock.

komentarze (18)
Dodaj komentarz

A wystarczyło zobaczyć nagranie z monitoringu że sklepu naprzeciwko wieżowca i było by jasne a działo się dużo po alkoholu ludzie raczej tak się nie zachowują to tyle

Już maca i kryją swoje tylko żeby tylko na chłopaków zagonić winę Polskie realia. No co wypłacili im już jakieś grosze to co oni jeszcze chcą powinni podziękować przeprosić że wypadli i nie wyciągać konsekwencji

No i na przyszłość panowie nie pijcie nie róbcie parapetowek nie palcie i napewno też nie spadajcie w jednym czasie bo z tego artykułu wynika że w Polsce to wszystko jest niedozwolone a wręcz podejrzane. A balkony to nie są balkony tylko coś co wisi niewiadomo w jakim celu

Sluchaj alkohol jest dla ludzi nikt tam sie nie awanturował i nie wieszał przez siłę na barjerce a nadzur budowlany sam stwierdzil ze bylo w steropianie a teraz w ścianie dobrze ze ty nie pijesz i nie palisz

C.d kom.z godz.20:29 Wyszli zapalić oparwszy się o balustrade. Niestety stało się to co się stało. Oni nie są postawy KING KONGA aby mogli wyrwać barierkę która była niby właściwie zakotwiczona w ścianie. Każdy teraz będzie się uchylać od prawdy aby nie iść do pierdla. Zacznijcie teraz systematycznie się brać brać pracowników na alkomat zanim dopuscicie ich do jakiejkolwiek pracy a jeśli nie znacie się na procedurach budowlanych polecam zmienić branże na handel grzybami podobno jest wysyp. Co jakiś czas jest sezon na coś czym można handlować: ) Są już trzy opcje tej przeklętej balustrady: 1 to przymocowana do steropianu, 2 przytwierdzona na 3-4 cm w murze i 3 że na 6 cm przymocowana w głąb pustaka. Niedługo wymyślicie 4 że pustak był pęknięty haha wszystko możliwe. Pomyślcie sobie co przeżyła rodzina poszkodowanych a co jeśli skończyło się to gorzej? Kwestia zadośćuczynienia nie chodzi tu o kasę tylko sami powinni znaleźć najlepszych lekarzy dla chlopaków aby doprowadzili ich formę fizyczną i psychiczną do natychmiastowej poprawy jaka była tuż przed wypadkiem. Najlepie rzucić jakieś ochłapy i niech sobie sami radzą ze swoim zdrowiem a reszta umywa rączki ba no tak najłatwiej. Na co te składki zdrowotne opłacamy jak nawet i niektórzy lekarze nie potrafią złożyć człowieka w jadną całość. Prawda jest taka że każdy będzie obwiniać młodzież gdyż była pod wpływem % a nie tych którzy spartolili robotę teraz za wszelką cenę będą się wypierać swoich błędów. Budowa to nie klocki LEGO żeby budować jak się chce. Jeszcze raz zachęcam i namawiam do zmiany pracy bo do spraw budowlanych się nie nadajecie. D i R jestem z Wami całym sercem sprawiedliwość będzie po Waszej stronie

Co za bzdury!!! Sprawa zakończyła się tragicznie gdyż każdy z chłopców będzie przeżywać traume do końca życia a doznane podczas wypadku blizny będą dodatkiem. W artykule piszecie w taki sposób jakby w lokalu doszło do jakiejś rozróby bo w dziwny sposób odpadła barierka i jeden spadł na drugiego a i dodatkowo polało się troche alkoholu (wszystko jest dla ludzi). Dla co niektórych logiczne jest to że przyjaźń jest ważniejsza niż cała reszta. Z mojego punktu widzenia jeden z chłopców ratował drugiego łapiąc go podczas upadku biorąc cały ciężar na siebie

A moze ktos kolesi zamknal na "balkonie"?? Tak gdybam sobie.....

Prezes zaangażowany? W co w jedzenie kanapki i oglądaniem stron z filmami dla samotnych?! Nikt ze spółdzielni nie zainteresował się zabezpieczeniem drzwi, w których pozostała wnęka! Nikt nie był zainteresowany wypadkiem! Nikt się do nas ze spółdzielni nie odezwał przez 5 dni od zdarzenia. Dopiero po awanturze, jaką zrobiłem w biurze MSM i po interwencji jednej z telewizji, coś zaczęło się dziać. Prezes widział balustradę? A czy to nie jest dowód w sprawie, który powinien być zabezpieczony przed dostępem osób trzecich? Szanowna redakcjo portalu proszę prowadzić wywiady w sposób rzetelny i opisywać stan faktyczny, a nie domysły i twierdzenia tylko jednej strony. Proszę również zastanowić się nad udostępnianą treścią, bo trochę kupy się nie trzyma. Gdyby reportaż miał na celu ukazanie prawdy zapewne zainteresowani bylibyście zdjęciami balustrady wykonanymi na miejscu zdarzenia w obecności policji (zdjęcia prywatne), ale cóż, jaka redakcja taki artykuł. Chyba poniższe komentarze pokazują wam co ludzie myślą o waszej "pracy".

Jaki portal taki artykuł. Zero rzetelności gdyż wysłuchana została tylko jedna strona. Przypominam, iż prezes spółdzielni i właściciel firmy budowlanej są dobrymi kolegami. Prokuratura winna również zając się przetargiem na wykonywania prac tej firmy gdyż prezes dysponuje majątkiem mieszkańców, a nie własnym budżetem.

Jaki portal taki artykuł. Zero rzetelności gdyż wysłuchana została tylko jedna strona. Przypominam, iż prezes spółdzielni i właściciel firmy budowlanej są dobrymi kolegami. Prokuratura winna również zając się przetargiem na wykonywania prac tej firmy gdyż prezes dysponuje majątkiem mieszkańców, a nie tylko własnym budżetem.

Prezes niech się weźmie do roboty, przeprosi, wyplaci odszkodowanie, ale widać, że nie ma jaj. Powinni postawić zarzuty tez prezesowi i zakaz pracowania w spolkach miejskich przez kilka lat

Odwracają kota ogonem bo nie oni stracili zdrowie na całe życie tylko chłopacy, którzy wypadli. Nie życzę nikomu takiego widoku i takiej tragedii a odpowiedzialni za ten remont niech poniosą konsekwencje zamiast uciekać od prawdy. Dno a nie prezes dno. Zero zaangażowania. Każdy inny łaps mógłby być takim prezesem.

Powiem tak ten kto nie był i nie widział to gówno wie a pan wiceprezes który się wypowiada to s****ysyn nie był nie widział a pierdoli głupoty wystarczyło żeby w nocy przyjechał jak to się stało to by zobaczył jak to wyglądało a nie pieprzy głupoty a wysłał jakiegoś starego dziadka a teraz się broni i tak nie popuści my tej sprawy

To jest glupota w uwadze mówili ze było w steropianie teraz w murze sami nie wiedza gdzie a zgody nie było na wyjecie barierek sami sie przyznali ze ich wina a teraz na odwrót.

To chore. Co się ma alkohol do zerwanej balustrady. Parapetówka była z dorosłymi ludźmi i rodziną.

Skoro była parapetowka to pewnie muzyka była za głośno i uszkodzila mocowanie barierek.....

No tak. Winni są chłopcy, którzy wypadli. Przecież logicznym jest ze taka poręcz jest nie po to żeby zabezpieczać, tylko dla ozdoby...

Pan mecenas to Marek czy Marcin??? oczywiście nazwisko się zgadza.

dodaj komentarz
Czytaj także
<-- -->