Rejestracja i logowanie

Dramatyczna historia Pani Ewy. 'Baliśmy się, że nie przeżyjemy tej burzy'

Wydarzenia 10-08-2017 Autor: jw
2

Nawałnica przeszła przez Płock i okolice, robiąc ogromne spustoszenie. Strażacy wyjeżdżali i wyjeżdżają w dalszym ciągu do interwencji po burzy. Chwile grozy przeżyło dziś wielu płocczan, m.in. Pani Ewa, która opowiada o tym, jak przez szalejącą burzę omal nie straciła życia...

Pani Ewa akurat jechała z synem w czasie nawałnicy w stronę Blichowa. Momentalnie zrobiło się ciemno. Tak dojechali około 3 km. Lunął deszcz, grzmiało. Gdy byli na wysokości Wołowej przed nimi oderwał się konar drzewa i runął na ulicę. Kiedy wyjechali na jakąś polną drogę, chcąc wyjechać objazdem, natknęli się na kolejny powalony konar. Nagle się okazało, że są zakleszczeni. Z jednej strony konar drzewa i z drugiej. Wszędzie latały potężne gałęzie. Pojechali polnymi drogami na Kanigowo, a tam transformator iskrzy, pali się coś, kable na ziemi, pozrywane dachy...

- To było nie do uwierzenia - opowiada pani Ewa.-  Nagle uderzył w nas ogromny wiatr. Wycieraczki nie nadążały. Przed Blichowem obrywa nam się przed samochodem konar. Potem uderzył piorun w transformator. Wiatr był taki, że samochód się bujał. Po prostu czuliśmy się jak w oku cyklonu. Konar przewrócił się przed naszym samochodem. Baliśmy się, że nie dojedziemy do domu. Pojechaliśmy dalej, a tam też konar na drodze. Wracamy na objazd w stronę Płocka, a tu drzewo z korzeniami wyrwane. Musieliśmy na drodze podczas nawałnicy czekać na straż. Nigdy tego nie zapomnę. Baliśmy się, że tego nie przeżyjemy - powiedziała na koniec pani Ewa.

Sytuacja nie musi, ale może się powtórzyć w kolejnych dniach. O czym należy pamiętać. 

- Zdejmujemy rzeczy z balkonów, żeby nikomu nie zrobić krzywdy, bo np. doniczka pozostawiona na balkonie może kogoś zabić - mówi Edward Mysera z płockiej straży pożarnej. - Dotyczy to wszystkich sprzętów na balkonie. Jeśli na dworze szaleje nawałnica, lepiej pozostańmy w domu. Pozamykajmy okna i przeczekajmy trudne warunki atmosferyczne - kontynuuje rzecznik. - - Spieszenie się do pracy i wyjeżdżanie na ulicę, gdzie mogą oberwać się gałęzie lub przewrócić drzewo nie ma sensu. Lepiej zostać w domu, nie denerwować się niepotrzebnie, a przede wszystkim nie narażać życia.

Nikt z mieszkańców nie jest przygotowany w 100 procentach na taki żywioł. Choć strażacy są zmobilizowani nawet w 110 proc. i oni potrzebują czasu, by dotrzeć z interwencją.

- Apelujemy o cierpliwość. Najpierw musimy udać się tam, gdzie jest bezpośrednio zagrożone życie, zagrożone mienie, tzn. zerwany jest dach budynku mieszkalnego. Potem odblokowujemy drogi z powalonych konarów drzew, żeby umożliwić przejazd np. karetce, żeby ludzie nie czekali na drodze i nie byli narażeni na utratę zdrowia i życia. W dalszej kolejności wypompowujemy wodę z zalanych miejsc i interweniujemy w kolejnych zdarzeniach - powiedział rzecznik straży pożarnej.

Jeśli jednak już wyjedziemy - jeśli to tylko możliwe, nie zatrzymujmy się w pobliżu drzew tylko w zatoczkach i pozostańmy w samochodzie, gdzie jesteśmy bezpieczni. Jeśli idziemy, nie stawajmy pod drzewami. Schrońmy się w jakimś najbliższym budynku lub w miejscu, gdzie obniża się teren. Unikajmy wzniesień - miejsc zlokalizowanych pod masztami, słupami, bo tam najprędzej może w nas uderzyć piorun. Jeśli przebywamy w wodzie, wyjdźmy z niej natychmiast, jeśli wędkujemy, czy łowimy ryby - zaprzestańmy tego na czas wyładowań atmosferycznych.

- Pamiętajmy, że najlepiej, jeśli to tylko możliwe, pozostać w domu - jeszcze raz podkreślił Edward Mysera. - To jest najważniejsze.

komentarze (2)
Dodaj komentarz

Nie ma miejscowości Kańkowo.... jest Kanigowo.

Nie ma takiego miasta jak Londyn...

dodaj komentarz
Czytaj także
<-- -->