Rejestracja i logowanie

Czerwony Ghionea. Męczarnie nafciarzy [ZDJĘCIA]

Wydarzenia 14-02-2018 Autor: ToP
0

Miało być lekko, łatwo i przyjemnie. Tymczasem Zagłębie postawiło nafciarzom wyjątkowo ciężkie warunki. Ostatecznie Orlen Wisła wygrała 31:27.

Nafciarze przyzwyczaili" swoich kibiców do tego, że w pierwszych połowach potrafią się zdrzemnąć i pozwolić rywalom na rozwinięcie skrzydeł. Nie inaczej było w meczu z Zagłębiem Lubin, które walczyło o korzystny dla siebie rezultat z niesamowitą wręcz ambicją. I chociaż był moment, gdy Orlen Wisła prowadziła już różnicą czterech bramek, ekipa Bartłomieja Jaszki nie zamierzała składać broni i zdołała doprowadzić do wyrównania. Ostatnie słowo należało jednak do Sime Ivicia, dzięki któremu na przerwę miejscowi schodzili, mając jedno oczko przewagi. Co ciekawe, w 22. minucie na placu gry pojawił się Alex Olkowki, który po raz pierwszy dostał szansę gry w sytuacji, kiedy wynik bliski był remisu.


- Kiedy Aleks wyszedł na boisko, miał jako środkowy rozgrywający przyspieszyć rozgrywanie akcji i myślę, że z tego zadania wywiązał się zupełnie nieźle - mówił po meczu trener Orlen Wisły Piotr Przybecki. - Cieszę się, że wpisał się na listę strzelców, popisując się bardzo dobrym, sprytnym rzutem. 
 

Po zmianie stron wszystko miało wrócić do normy, tymczasem okazało się, że przyjezdni nie prosili o najniższy wymiar kary, lecz podnieśli rękawicę i walczyli jak lwy.


- Cieszę się, że tak dobrze pokazaliśmy się w Orlen Arenie, grając jak równy z równym niemal do końcowej syreny - komentował na pomeczowej konferencji prasowej trener Zagłębia Bartłomiej Jaszka.  

 

Gospodarze przystąpili do gry osłabieni brakiem narzekających na urazy Michała Daszka i Adama Morawskiego. Pod dużym znakiem zapytania stał również występ Gilberto Duarte, Jose de Toledo i Dana-Emila Racotei. Ten ostatni nie pojawił się na boisku, Portugalczyk i Brazylijczyk musieli wyjść na plac gry, aby wesprzeć swój zespół w szczególnie krytycznych dla niego momentach. Sytuację trenera Piotra Przybeckiego mocno skomplikowała czerwona kartka, którą w 40. minucie ukarany został Valentin Ghionea. Nafciarze zostali wówczas bez prawoskrzydłowego, stąd właśnie decyzja naszego sztabu o desygnowaniu do gry nie do końca zdrowego zawodnika z Brazylii. 
Jeszcze siedem minut przed końcową syreną goście cieszyć się mogli z remisu, jednak końcówka spotkania należała do nafciarzy, którzy zdobyli kolejno pięć goli, nie tracąc żadnego i nie dali już sobie wydrzeć wygranej.


- Grając z zespołem tej klasy, nie można pozwolić sobie na tak proste błędy - nie ukrywał trener Bartłomiej Jaszka.

 

Orlen Wisła wygrała, chociaż nie zachwyciła. Był to jednak mecz z gatunku "zagrać, wygrać, zapomnieć".Już w sobotę czeka nafciarzy niesłychanie ciężki bój - wyjazdowe spotkanie z FC Barcelona w Velux Lidze Mistrzów. W tym pojedynku podopieczni trenera Piotra Przybeckiego wspiąć się muszą na wyżyny swoich umiejętności. Co ciekawe, gdyby w składzie Orlen Wisły szukać zawodników zasługujących na pochwałę za spotkanie z Zagłębiem, należałoby wymienić przede wszystkim Sime Ivicia i Igora Źabicia, czyli tych, którzy po zakończeniu sezonu 2017/2018 zakończą swoją przygodę z płockim klubem.
 

Orlen Wisła Płock – Zagłębie Lubin 31:27 (14:13)
Orlen Wisła:
Wichary, Borleby – Krajewski 3, Obradović 1, Ghionea 5, T. Gębala 3, Ivić 7, M. Gębala, Piechowski 1, Tarabochia 1, Żabić 6, Olkowski 1, Mihić 2, de Toledo 1, Duarte
Zagłębie: Skrzyniarz – Kuźdeba 1, Mrozowicz, Szymyślik 6, Pietruszko 4, Moryto 11, Dudkowski 2, da Silva 1, Stankiewicz 2, Pawlaczyk 

komentarze (0)
Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze komentarzy do tego artykułu

dodaj komentarz
Czytaj także
<-- -->