Rejestracja i logowanie

Sezon zakończony. Wisła piątą siłą ekstraklasy

Wydarzenia 20-05-2018 Autor: ToP
1

Wisła była o włos od wywalczenia czwartego miejsca w sezonie 2017/2018, dającego jej prawo gry  w eliminacjach Ligi Europejskiej. Niestety, ekipa prowadzona przez trenera Jerzego Brzęczka przegrała w Białymstoku z Jagiellonią 1:2, chociaż przez większą część meczu była zespołem zdecydowanie lepszym od miejscowych.


– Nie trzeba piłkarzy dodatkowo motywować. Każdy jest świadomy, że jesteśmy krok od awansu do pucharów – mówił tuż przed meczem Jagiellonia Białystok – Wisła Płock trener Jerzy Brzęczek. 

 

Dla niebiesko-biało-niebieskich mecz w Białymstoku miał olbrzymi ciężar gatunkowy. Zespół prowadzony przez trenera Jerzego Brzęczka miał wielką szansę na powtórzenie wyniku z sezonu 2004/2005 czyli wywalczenia czwartego miejsca w najwyższej klasie rozgrywkowej. 
Na czwarte miejsce w tabeli Lotto Ekstraklasy przed ostatnią kolejką sezonu 2017/2018 szansę miały trzy zespoły – poza niebiesko-biało-niebieskimi również Górnik Zabrze i Wisła Kraków. Najlepszym, z punktu widzenia naszej ekipy, rozwiązaniem było wywalczenie trzech punktów w Białymstoku. W takiej sytuacji, bez względu na rezultat potyczki w Zabrzu, to ekipa z Ł 34 zapewniała sobie grę w eliminacjach Ligi Europejskiej. 
Jagiellonia grała jednak o jeszcze większą pulę – jej wygrana przy jednoczesnej porażce Legii Warszawa z Lechem w Poznaniu, dawała ekipie z Białegostoku tytuł Mistrza Polski. Taka stawka meczu gwarantowała wielkie emocje. Jednocześnie jednak sprawiała, że obie drużyny przystępowały do gry mocno spięte.
Jagiellonia próbowała zagęszczać środek pola, ale nie przekładało się to na zagrożenie pod bramką Thomasa Dähne, ponieważ Wisła nie pozwalała gospodarzom na rozwinięcie skrzydeł. Arkadiusz Reca tak dobrze spisywał się na lewej obronie, że swoją grą zmusił Przemysława Frankowskiego do przeniesienia się na drugą stroną boiska. Skrzydłowy Jagi z Cezarym Stafańczykiem radził sobie jednak niewiele lepiej.
Wisła nie ograniczała się do paraliżowania ofensywnych poczynań gospodarzy, ale – kiedy tylko była ku temu okazja – ruszała do przodu. Jedna z takich akcji zakończyła się zgraniem Arkadiusza Recy do Jose Kante, który płaskim strzałem w długi róg dał prowadzenie niebiesko-biało-niebieskim.
Wydawało się, że goście mają mecz pod kontrolą. Byli zespołem lepszym, kontrolowali grę, mieli okazję, by podwyższyć prowadzenie. Niestety, po doskonały zagraniu Jose Kante pojedynek z Martinem Kelemenem przegrał Konrad Michalak. Ta sytuacja stała się sygnałem dla Jagiellonii. Gospodarze w końcu ruszyli do przodu. Pierwsza próba zdobycia bramki im się nie powiodła, ale po chwili Taras Romanczuk zagrał na długi słupek, a Ivan Runje zdobył pierwszego gola w sezonie 2017/2018, doprowadzając tym samym do remisu.
Do przerwy mieliśmy więc w Białymstoku rezultat, który miejscowym – przy prowadzeniu Legii w Poznaniu – nie dawał nic, za to Wisłę pozbawiał gry w pucharach, bo w Zabrzu prowadził Górnik. 
Wisła drugą połowę rozpoczęła doskonale. Semir Stilić wygarnął piłkę Tarasowi Romańczukowi i odegrał do Dominika Furmana. Ten zaś przedłużył do wbiegającego w pole karne Jose Kante. Gwinejczyk fantastyczną „podcinką” pokonał Martina Kelemena. Niestety, po trwającej kilka minut analizie VAR sędzia Piotr Lasek uznał, że gol nie został zdobyty prawidłowo. Podrażniona Wisła mocno przycisnęła gospodarzy i wydawało się, że gol dla niebiesko-biało-niebieskich jest tylko kwestią czasu. Tymczasem jedna z nielicznych akcji Jagiellonii zakończyła się dośrodkowaniem Przemysława Frankowskiego na pole karne, po którym Cillian Sheridan skierował piłkę do siatki, dając gospodarzom niespodziewane i absolutnie niezasłużone prowadzenie.
Niemal w tym samym czasie w Poznaniu drugą bramkę zdobyła Legia, można więc było powiedzieć, że Jagiellonia grała przede wszystkim dla... Górnika Zabrze, który był w tym momencie o włos od czwartego miejsca.
O ile błąd arbitra odbierający Wiśle prawidłowo zdobytą bramkę nie wpłynął na płocczan negatywnie, to strata drugiego gola wyraźnie podcięła im skrzydła. Chociaż na boisku pojawił się Kamil Biliński i niebiesko-biało-niebiescy przeszli na grę z dwoma napastnikami, trudno im było stworzyć klarowną sytuację do wyrównania. Na domiar złego po drugiej żółtej kartce boisko opuścić musiał Dominik Furman.
Przed rozpoczęciem sezonu zajęcie piątego miejsca każdy płocki kibic, działacz czy zawodnik uznałby za wielki sukces. Mówi się jednak że apetyt rośnie w miarę jedzenia, a świetna postawa Wisły w całych rozgrywkach sprawiła, że nasz zespół do ostatniej chwili walczył o miejsce gwarantujące mu grę w eliminacjach Ligi Europejskiej. Niestety, do pełni szczęścia zabrakło wygranej w Białymstoku.

Jagiellonia Białystok – Wisła Płock 2:1 (1:1)
Bramki: Runje (44.) i Sheridan (65.) dla Jagielloni oraz Kante (35.) dla Wisły
Jagiellonia: Kelemen – Burliga, Runje, Mitrović, Guilherme – Frankowski, Kwiecień (70. Wlazło), Romanczuk, Pospisil (76. Świderski), Novikovas – Sheridan
Wisła: Dähne – Stefańczyk, Uryga, Dźwigała, Reca –  Michalak (77. Łukowski), Szymański, Furman, Štilić (68. Biliński), Varela – Kanté
Sędziował: Piotr Lasyk
Żółte karki: Burliga i Sheridan (Jagiellonia) oraz Stilić, Stefańczyk, Kante, Furman i Uryga (Wisła)
Czerwona kartka: Furman (82. – za dwie żółte) 

komentarze (1)
Dodaj komentarz

do kretyna co pisze artykuły, sedzią spotkania był Lasyk.ogarnijcie sie bo piszecie niesamowite brednie, to już nie pierwszy raz

dodaj komentarz
Czytaj także
<-- -->