Rejestracja i logowanie

Spektakl w teatrze zaskoczył widzów

Wydarzenia 26-03-2018 Autor: Magda Grodecka Foto: Waldemar Lawendowski
0

W płockim teatrze odbyła się premiera spektaklu zatytułowanego „Myszy Natalii Mooshaber” na podstawie powieści Ladislava Fuksa o tym samym tytule. 

Główną bohaterką jest staruszka, która ma dwoje dzieci – córkę prostytutkę i syna, który, jak sądzi, jest kryminalistą. Prawda okaże się dużo gorsza...Spotykani ludzie wciąż pytają starszą panią o jakąś tajemniczą kobietę, odwiedzają ją także policjanci i pytają o przeszłość, której ta już zbyt dobrze zdaje się nie pamiętać. Trwają przygotowania do premiery wykonania wyjątkowo trudnego „rekwijem”…Na tysiące osób. Tylko nikt nie wie, kiedy premiera…

Przedstawienie podzielone jest na dwie części. W pierwszej widz kompletnie nie wie, czego może się spodziewać. Dochodzi do niespodziewanej śmierci chłopca, wokół pełno prawdziwie złych ludzi i dziwnych zdarzeń, których nie sposób połączyć. W tle dyktator kraju, który albo opiekuje się księżniczką - wdową, albo ją zabił. Ludzie różne rzeczy mówią, a jeszcze więcej nie mówią…Jak postaci w spektaklu. Horror? No cóż, pierwsza część stanowi prawdziwe wyzwanie dla publiczności.

Druga część spaja wątki, wyjaśnia, kim są osoby w przedstawieniu i jaka jest ich rola. I wiadomo już, dlaczego oczekiwano wykonania „rekwijem”…Finał dziwnej ponurej opowieści jest naprawdę zaskakujący. Również dlatego, że ofiara wybacza oprawcom.

Spektakl niewątpliwie wymaga od widza skupienia na tekście. Wizualnie i wrażeniowo utrzymany w klimatach gotyku, oscylujący na granicy groteski, abstrakcji i fantazji. Stąd wyłącznie ciemne kostiumy. Smutek i mizerię losu człowieka, od czasu do czasu tylko, przerywa bezmyślna zabawa, która rozświetla ponure życie. W tym przypadku również dosłownie, bo na ciemnych strojach migają wtedy świecące ledowe zabawki. Dużą rolę odgrywa muzyka. Momentami jest przerażająca, czasami do bólu ogłuszająca. Wręcz wypowiada swoje własne kwestie.

 Przedstawienie wprowadza w nastrój z sennego koszmaru, po którym jakiś czas jeszcze odczuwamy niepokój…Na pewno nie jest to spektakl dla każdego, choć przekazywane w nim treści o tyranii czy bezsilności jednostki cechuje ponadczasowość. Zresztą, przesłanie autora powieści można interpretować zupełnie dowolnie.

Wydaje się, że publiczność była zaskoczona przedstawieniem dość ciężkiego kalibru z okazji święta teatru. Brawa na zakończenie nie rozsadziły murów teatru. Raczej były ...wyważone.

Słowa uznania należą się Hannie Zientarze, odtwórczyni roli tytułowej. Aktorka praktycznie nie schodziła ze sceny i niewątpliwie wymagało to od niej dużej kondycji, nie tylko intelektualnej, ale także fizycznej. Na szczególną uwagę, zasługują w przedstawieniu, w naszej opinii, szczególnie kreacje kobiet – Hanny Chojnackiej, Barbary Misiun, Doroty Cempury i Magdaleny Tomaszewskiej.

W obsadzie znaleźli się: p. Natalia Mooshaber – Hanna Zientara-Mokrowiecka, Nabula – Julia Chętkowska, p. Faber – Sylwia Krawiec, mały Faber – Katarzyna Wieczorek, Dozorczyni – Magdalena Tomaszewska (gościnnie), Policjant I – Piotr Bała, Policjant II – Szymon Cempura, Faber – Krzysztof Popczuk, p. Eichenkranz – Dorota Cempura, mały Eichenkranz – Szymon Kołodziejczyk, Staruszek – Henryk Błażejczyk, p. Knorring – Hanna Chojnacka-Gościniak, Landl – Marek Walczak, Smirsch – Henryk Jóźwiak, Wezr – Mariusz Pogonowski, p. Linpeck – Barbara Misiun, mały Linpeck – Bogumił Karbowski, Aptekarz – Krzysztof Bień, Oberon – Łukasz Mąka, Gosposia (Mary Capricorna) - Magdalena Bogdan.

Przedstawienie wyreżyserował Marek Mokrowiecki, który dokonał także adaptacji. Asystował mu Szymon Kołodziejczyk. Autorem scenografii jest Marian Fiszer, muzykę przygotował Marek Walczak, a instalacje video- Mariusz Pogonowski.

Przedstawienie trwa ponad dwie godziny. 

komentarze (0)
Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze komentarzy do tego artykułu

dodaj komentarz
Czytaj także
<-- -->