Rejestracja i logowanie

Wyjątkowy prezydent, wojewoda i wiceprezes Orlenu w jednej osobie. Wyjątkowe rozmowy płocczan o Andrzeju Drętkiewiczu

Wydarzenia 12-10-2017 Autor: Magda Grodecka
0

Prawdziwy tłum zebrał się dzisiaj w książnicy. Spotkali się ludzie z różnych opcji politycznych, zawodów, w różnym wieku i różnych wyznań…

Wszystkich, którzy przyszli połączyło to, że zachowali w pamięci jednego człowieka – Andrzeja Drętkiewicza. Postać ważną dla Płocka, ponieważ jedna osoba, bez żadnej politycznej przynależności, w różnych momentach życia tego miasta, pełniła najważniejsze funkcje – prezydenta Płocka, wojewody płockiego i wiceprezesa w zarządzie Orlenu. I najmniej właśnie, w czasie spotkania przywiązywano wagi do piastowanych przez niego stanowisk. Wszyscy mówili o nim jako o człowieku, nie ważnej personie. I takiego właśnie Andrzeja Drętkiewicza pokazuje książka Małgorzaty Białeckiej i Mileny Gurdy – Jaroszewskiej.

- Powstała książka o nietuzinkowej postaci, jaką był Andrzej Drętkiewicz – mówiła na wstępie Joanna Banasiak, dyrektor Książnicy Płockiej. – Pierwsze egzemplarze przekażę dla żony i synów. Bez rozmów z panią, pewnie by tej książki nie było, a na pewno nie byłaby właśnie taka – zwróciła się do żony zmarłego przed trzema laty byłego prezydenta Płocka.

Prowadząca spotkanie Renata Kraszewska zwróciła uwagę na fakt, że polityka w dzisiejszych czasach jest wstrętna i brudna.

- Brakuje nam takich ludzi, jak Andrzej Drętkiewicz, który był prawdziwym samorządowcem – podkreślała.

Autorki opowiadały o tym, że książka powstawała trzy lata. Korzystały z wielu źródeł m.in. z archiwów ratusza i z osobistych dzienników Andrzeja Drętkiewicza. Przeprowadziły rozmowy z blisko 50 osobami, które z nim w jakiś sposób współpracowały. Nie ukrywały, że w trakcie procesu twórczego odkrywały zupełnie nieznaną sylwetkę bohatera swojej książki. Szczególnym zaskoczeniem był fakt, który w czasie ich poszukiwań stał się oczywistym – Andrzej Drętkiewicz był człowiekiem głęboko wierzącym i duchowość towarzyszyła całemu jego życiu, a także każdej jego sferze.

- To był wzorzec chrześcijanina – mówiły autorki.

- Pan Andrzej był osobą, którą warto naśladować- stwierdziła Małgorzata Białecka.

Autorki książki podkreślały też apolityczność płocczanina.

- Kiedy zaczęła rządzić koalicja SLD- UW, rozpoczęło się upolitycznianie samorządów i on, jako prezydent zaczął wtedy gasnąć – mówiła Milena Gurda – Jaroszewska.

Autorki opowiadały o problemach ze znalezieniem pracy przez Drętkiewicza, po zakończonej dość nagle prezydenturze.

- Kiedy po prezydenturze nie mógł znaleźć pracy, założył firmę wikliniarską – dzieliła się wiedzą Małgorzata Białecka.

- To był problem, że z jego wiedzy nikt nie korzystał – dodawała Milena Gurda – Jaroszewska. – Wszystko, co mu zaoferowano, to praca w MZOS, a miał ukończone studia inżynierskie, SGH i SGPiS – mówiła.

Autorki wspominały o relacji jednej z radnych, która opowiadała, że do gabinetu prezydenta Drętkiewicza przychodziły głodne dzieci ze Starówki. Stąd zrodziła się akcja pomocowa „Kromka chleba”. Okazało się także, iż prywatnie wysyłał pieniądze najbardziej potrzebującym, których nie znał, a adresy dostał np. od księdza. Nikt o tym nie wiedział, nawet żona.

Wiele zebranych osób wspominało Andrzeja Drętkiewicza, choć może trafniej byłoby powiedzieć, że to, co robił. Między innymi opowiadał o nim Jacek Piekarski, jego rzecznik prasowy z czasów, kiedy bohater książki był wojewodą.

- Czasami pracowaliśmy do 22. Zdarzało się, że mówiłem „Panie wojewodo, jestem zmęczony”. W odpowiedzi słyszałem „Panie Jacku, jak już będzie po, to pan sobie odpocznie. Zdawał sobie sprawę, że to było na krótko – mówił dr Jacek Piekarski.

Wspominała go także Jolanta Krzemińska, wiceprezydent ds. oświaty i kultury za czasów Andrzeja Drętkiewicza.

- Wyjątkowość Andrzeja polegała na tym, że nie współczuł komuś i się nad nim nie pochylał, tylko pomagał. Druga cecha to fakt, że przy wyjątkowym umiłowaniu wiary, miał wyjątkowy szacunek dla ludzi. Po objęciu władzy nie robił czystek, tylko współpracował ze wszystkimi – mówiła Jolanta Krzemińska.

Wspominało postać Andrzeja Drętkiewicza wiele osób. Księża, współpracownicy, znajomi z Petroklezji, byli radni... Dla wszystkich był człowiekiem wyjątkowym. Warto o tym przeczytać.

Wracając ze spotkania do domu, czytałam książkę „Mocarz ducha” Małgorzaty Białeckiej i Mileny Gurdy – Jaroszewskiej. Jest naprawdę bardzo dobra. Ciekawa, dobrze skomponowana, napisana ładnym językiem, pełna zaskakujących prawd o człowieku, którego wszyscy znali, ale nikt do końca…Chociaż czytamy o osobie, a nie o posągu... Jest wzruszająco, patriotycznie, głęboko religijnie, ale i zabawnie.

Publikacja opatrzona jest bogato w fotografie, co dodatkowo podnosi jej wartość jako dokumentu.

Warto sięgnąć po opowieść o fascynującym człowieku, który był jednym z nas, płocczaninem. Tylko lepszym.

 

 

 

 

komentarze (0)
Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze komentarzy do tego artykułu

dodaj komentarz
Czytaj także
<-- -->